Kiedy dotarłem na El Nido, nie wiedziałem, czego się spodziewać, poza tym, że wszyscy opowiadali mi o 'island hopping'. Teraz już wiem dlaczego — to coś absolutnie niezwykłego! Pływające kajakiem między wyspami Bacuit Bay to jak przejażdżka po tropikalnym raju.
Pierwszy przystanek? Small Lagoon. Woda jest tak przejrzysta, że widzisz każdą rybkę tańczącą pod powierzchnią. Choćbyś nie wiem jak próbował, stopy i tak będziesz miał mokre, bo łódki zatrzymują się kilkanaście metrów od brzegu. Ale spokojnie, to doskonała okazja na ochłodę w krystalicznej wodzie! Następna stacja? Secret Lagoon. Tropikalne ukryte miejsce dostepne tylko przez malutkie wejście między skałami niczym tajemniczy portal do innego świata.
Jeśli wybierasz się tam, pamiętaj: zabierz ze sobą maskę i rurkę do snorkelingu oraz dużo kremu z filtrem — słońce na Filipinach potrafi być bezlitosne! Najlepsze jest popływanie z żółwiami w pobliżu Helicopter Island. Naprawdę przypomina helikopter z powietrza — zobaczysz takie cuda natury, których nawet Sony Vegas by nie wyrenderował!
Wieczorem po całym dniu island hopping warto spróbować lokalnych przysmaków w jednym z barów przy plaży Corong Corong. To najlepszy sposób na zakończenie dnia pełnego wrażeń.
Czy ktoś ma swoje ulubione wyspy w okolicach El Nido? A może trafiłeś na jakieś ukryte skarby podczas swoich podróży?
Polecam spróbować owocowego smoothies w kafejce Art Cafe — świeże mango i ananas prosto z drzewa, kosztuje grosze! A jeśli masz okazję, odwiedź Las Cabañas Beach o zachodzie słońca, widoki gwarantują opad szczęki. #ElNidoTrip
Zastanawiałem się, jak to jest być niemal gwiazdą, ale jedno popołudnie na Bali szybko sprowadziło mnie na ziemię. Wyobraźcie sobie: niedziela, gorąco jak w piekle, a ja stoję w korku na Gianyar. Powód? Czekamy na ceremonię z udziałem lokalnego szamana i 1500 turystów z selfie-stickami. Serio, miałem wrażenie, że wszyscy ci ludzie przyjechali tylko po to, by zrobić zdjęcie i wrócić do hotelu.
Właśnie dlatego: transport! Miejscowi kierowcy kochają swoje skutery bardziej niż życie. Spróbuj wskoczyć za kółko i zobaczysz jak szybko staną się twoimi najlepszymi przyjaciółmi (lub wrogami). Radzę: wypożycz skuter tylko wtedy, gdy masz doświadczenie. Dla tych mniej odważnych — złap taksówkę z aplikacji lub negocjuj z prywatnymi przewoźnikami.
O jedzeniu mógłbym mówić godzinami! Unikaj miejscówki, gdzie turyści rzucają się na 'authentic balinese cuisine', bo serwują tam jedzenie równie autentyczne co gildia piratów LEGO. Szukaj warungów — małych rodzinnych knajpek. Tu się poznaje prawdziwą kuchnię Bali bez przepłacania.
A noclegi? Jeśli nie planujesz być celem dla lokalnych skutermistrzów o świcie (czyli kogut), zamieszkaj dalej od głównych tras turystycznych. Trafisz na tanie perełki z widokiem lepszym niż zaniedbany basen pełen dzieciaków.
Myśląc o budżecie: wydasz fortunę na atrakcje turystyczne typu temple tour czy jungle swing, chyba że masz co najmniej piętnaście kontentu twórczych zdjęć do wrzucenia później!
Czy ktoś miał podobne przeżycia lub zna inne 'pułapki'? #bali #balicuisine #balitransport #scootersonbali
Ola, no to powiem Ci jedno: jeśli chcesz ominąć te wszechobecne tłumy i korki, spróbuj wybrać się w rejony mniej turystyczne, jak zachodnia część Bali — przyjemny spokój bez setki selfie-sticków nad głową. Warto odwiedzić np. Tabanan albo Jembrana, gdzie ceny są też niższe niż w Ubud czy Kuta. Co do transportu, to nie zapominajcie o opcji rowerów! Można je wypożyczyć w wielu miejscach za grosze i jest to niezły sposób na eksplorację okolicy. No a jak chodzi o jedzenie, to warto też spróbować ryb z grilla sprzedawanych prosto od lokalnych rybaków na plażach Jimbaran — świeżość gwarantowana! A co do noclegów, polecam szukać domków gościnnych na serwisach typu Airbnb — czasem można znaleźć naprawdę klimatyczne miejsca z pięknym ogrodem czy małym basenem, a do tego nie zrujnować sobie budżetu. Ostatnio trafiłem na perełkę w Sanur za niecałe 150 zł za noc.
Wchodzę na souk w Marrakeszu z lekkim poczuciem niepokoju. Słyszałem już, że targowanie się tutaj to nie negocjacje, a #sportextremalny. Moje wcześniejsze doświadczenia ograniczały się do przecenionych skarpetek na bazarze pod blokiem, więc perspektywa walki o każdą dirhamę brzmiała jak misja specjalna.
Pierwsza ofiara? Stoisko z przyprawami. Sięgam po paczkę szafranu, niemal czując jego zapach przeskakujący z woreczka do mojego plecaka i w myślach przygotowuję odpowiednią taktykę działania. Sprzedawca patrzy na mnie jak na młodego padawana i rzuca cenę prosto z kosmosu. Biorę głęboki oddech i zaczynam negocjacje niczym Obi-Wan Kenobi machający dłońmi: "To nie są przyprawy, których szukasz..."
Po 15 minutach dyskusji, w której użyłem wszelkich technik psychologicznych znanych mi z artykułów typu "Jak skutecznie prowadzić negocjacje biznesowe", sprzedawca zgadza się zejść z ceny o całe 5 dirhamów. Zrobiłem to! Czuję triumf równy zdobyciu Everestu, aż do momentu, gdy uśmiechającym się przechodniom opowiadam swoją historię, a oni wybuchają śmiechem tłumacząc, że standardowa cena i tak była trzy razy niższa!
Ale to właśnie ta ludzka interakcja sprawia, że Maroko jest takie fascynujące. Targowanie to coś więcej niż sposób transakcji; to gra społeczna pełna żartów, gestów i niespodzianek. A jeśli jesteś nowicjuszem jak ja? Cóż, zawsze możesz liczyć na życzliwe wsparcie lokalnych dzieciaków rywalizujących w jednakowym stopniu o twoją uwagę co ich starsi koledzy o twój portfel.
Czy ktoś jeszcze ma za sobą podobne przygody marokańskiej klasy ekonomicznej? Jakie są wasze ulubione wspomnienia związane z próbami obniżenia cen przypraw albo dywanów? #maroko #targowaniewmarrakeszu #przygodynaofertach
Haha, Maciek, dobrze, że masz poczucie humoru! Jak byłem na souku w Marrakeszu, to miałem podobną przygodę. Kupiłem gliniane tagine za cenę, jak się później okazało, godną zabytkowego antyku. Ale dzięki temu nauczyłem się jednego: najlepiej zacząć od połowy ceny i dużo się uśmiechać! No i jeśli trafisz na stoisko z herbatą miętową za rogiem od placy Dżamaa al-Fina, to nie przegap okazji — mała kultura picia herbaty to negocjacyjny „ice-breaker”. #MarrakeszTips
Kiedy myślicie o Portugalii, co przychodzi Wam do głowy? Sardynki prosto z grilla, a może bellini na Placu Rossio? Właśnie planuję podróż do tego słonecznego kraju i nie mogę się zdecydować: Lizbona czy Porto?
Lizbona kusi mnie swoim nieco chaotycznym tranwajowym klimatem. Zawsze chciałem poczuć się jak w starym filmie jadąc zabytkowym Tramwajem 28 przez wzgórza miasta. I te widoki z Miradouro da Senhora do Monte - podobno zapierają dech w piersiach! A Alfama nocą to ponoć magiczne miejsce dla miłośników fado. Czy ktoś ma przepis na to, jak nie skończyć maratonu po lizbońskich schodach zapominając, gdzie zostawiło się butelkę porto?
Z drugiej strony Porto - miasto, które pachnie winem i szumem rzeki Douro. Wizja spaceru po mostach Luisa I o zachodzie słońca brzmi jak coś, czego chcę spróbować. No i Ribeira! Nie mogę się doczekać kolorowych kamieniczek oraz tych momentów, gdy człowiek zastanawia się, czy to wino rzeczywiście było potrzebne.
Pytanie brzmi: co wybrać? Może ktoś zna ukrytą restaurację z najlepszą Francesinha albo tajne wejście do klasztoru Mosteiro da Serra do Pilar?
#portugalia #lizbona #tramwaj28 #porto
Jeśli kierunek Porto, to koniecznie wpadnij na rejs łódką po rzece Douro — widoki są niesamowite, a bilety kupisz już za kilka euro. I spróbuj ich słynnych pasteis de nata na Rua de Santa Catarina, palce lizać! #porto
Ostatnio planuję wyprawę do Portugalii i nie mogę się zdecydować między Lizboną a Porto. Może ktoś z Was już tam był i pomoże mi wybrać? Słyszałem, że w Lizbonie koniecznie trzeba przetestować tramwaj nr 28, który jedzie przez najbardziej znane dzielnice — Bairro Alto czy Alfama. Bilet kosztuje około 3 EUR (ok. 13 PLN), a jazda to prawdziwa podróż w czasie! W Porto natomiast polecano mi most Dom Luis I. Świetny widok na Douro, ale czy jest coś jeszcze, co warto zobaczyć?
Na głód lizbońskiej przygody doradzono mi Mercado da Ribeira (Av. 24 de Julho), gdzie zjemy lokalne specjały już za około 10 EUR (44 PLN). W Porto zaś kusi mnie słynna francesinha — ponoć można się nią najeść jak szlachta za jakieś 8 EUR (35 PLN) w miejscach takich jak Café Santiago.
A co z noclegami? W Lizbonie myślę o hostelu Home Lisbon Hostel przy Rua de São Nicolau. Cena wynosi około 20 EUR za noc (87 PLN) w pokoju wieloosobowym. Z kolei w Porto przymierzam się do Rivoli Cinema Hostel, ul. Rua Dr. Magalhães Lemos.
Jakie macie doświadczenia z transportem? Czy lepiej poruszać się metrem, autobusami czy pieszo?
Pamiętajcie też o pro tipach: od połowy września ochrona przeciwsłoneczna zaczyna być kluczowa (wow!), a na wieczory może przydać się lekka kurtka.
Co byście jeszcze dodali? Macie jakieś ukryte skarby do odkrycia w tych miastach?
Znacie to uczucie, kiedy wspinacie się na szczyt, serce bije w rytm Tatr i nagle zamiast szumu wiatru słyszycie najnowsze hity zarzynane z przenośnego głośnika? Niby jesteśmy w sercu natury, a czuję się jakbym stał pod blokiem w centrum miasta. W zeszłą sobotę postanowiłem wybrać się na Giewont, podobno #mustsee każdego miłośnika górskim eskapad. To miał być dzień pełen majestatu i ciszy, ale zamiast tego częstowały mnie dźwięki techno rozbrzmiewające na całym szlaku! Czy naprawdę potrzebujemy muzyki na łonie przyrody? Jakby Tatry nie miały swojego unikalnego soundtracku – śpiew ptaków, szum strumyków, a ja dostaję "darudę"...
Najbardziej frustrujące jest to, że nie jestem sam z tym zdaniem! Widziałem innych turystów przewracających oczami i próbujących uciec gdzie indziej. A może to ja jestem z innej epoki i obecni miłośnicy gór lubią swoje wyprawy z DJ-em w tle? Jedno jest pewne – ta moda rozprzestrzeniła się jak wirus po wszystkich znanych szlakach. No bo wiecie, nic tak nie uspokaja jak dobra techniawka na Radhošťu!
Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam muzykę! Ale są miejsca naturalnie przeznaczone do konsumpcji dźwięków: koncerty, kluby czy własna kanapa. Góry jednak wolę bez akompaniamentu Justina Biebera... Serio mówiąc, jeśli ktoś jeszcze raz puści "Despacito" na Kasprowym Wierchu, bez mrugnięcia okiem ruszę do ataku ze śnieżką! Może by tak pomyśleć nad regulaminem zakazującym przenośnych głośników? Boję się tylko, że zaraz pojawią się spekulanci sprzedający „przemytnicze” zestawy głośnikowe przed wejściem na szlak.
Co Wy na to? Czy czaicie mój ból i myśli o zakazie byłyby dobrym pomysłem? Może macie inne historie związane z nieoczekiwanymi dźwiękami podczas waszych podróży?
Hej! W styczniu chcę lecieć na Filipiny na dłużej niż 30 dni i taniej mi wyjdzie przedłużyć pobyt na miejscu niż aplikacja o wizę w ambasadzie. Z tego, co czytałam, przy wjeździe trzeba okazać bilet powrotny. Czy takie przedłużanie na miejscu wiąże się z koniecznością przebukowywania biletu powrotnego, czy mogę go kupić na okres po upłynięciu tych 30 dni? Nie będzie wtedy problemów z wjazdem?
I jeszcze jedno pytanie - jak dokumentujecie "wystarczającą ilość środków na pobyt"? Wystarczy wyciąg z konta? Trzeba go tłumaczyć? A może nikt tego nie sprawdza?
#filipiny
@ig66 bilet powrotny sprawdzają linie lotnicze którymi lecisz na Filipiny a nie urzad imigracyjnym na miejscu... daty na bilecie mogą być jakie chcesz, przedłużenie zrobisz na Filipinach
Ja miałem przy sobie jedynie kopię wyciągu z konta i nikt tego nie sprawdzał na lotnisku, a co do biletu powrotnego, to lepiej mieć go na wcześniejszą datę i ewentualnie zmienić już na miejscu. #FilipinyPrzygoda
Hej! Chcemy dostać się z Manili do port Barton na 2,3 dni. Powiedzcie które lotnisko wybrać, z Puerto Princessa czy z lotniska w el nido? Która droga z lotniska jest lepsza? W el nido jeszcze teoretycznie przed wylotem można wybrać się na hopingi a w Princessa? Warto tam zostać na 1,2 dni?
#portbarton #filipiny
@mawid taniej jest z PP .. :) choc do widokow i zwiedzania El Nido fajniejsze niz PP... ale air swift tam tylko lata i drogi jest ... Port Barton zdecydowanie warto ! Turystow mało a plaże rafy itp przepiekne ..
co prawda dopiero za rok, ale chcemy z Mężem w październiku lub max w listopadzie wybrać się gdzieś dalej na wakacje, ale nie chcemy wydać milionów. Raczej w grę wchodzi wycieczka z BP, jakoś nie mamy smykałki do organizowania podróży samemu 🤷♀️ myślimy o: Curacao (byłam ostatnio już zdecydowana, a teraz myśle
;)), Dominikanie, Madagaskarze, ew Wyspach Zielonego Przylądka. Ja bym chciała Meksyk, ale Mąż się nie zgadza 😭😭 gdzie lepiej w tym czasie się wybrać? Zależy nam bardziej na lenistwie niż na jakimś bardzo aktywnym spędzaniu czasu 🙂 lubimy leżeć na plazy/przy basenie, iść sobie na spacer, na drinka czy kolacje do fajnej knajpki 🙂 oczywiście marzą mi się Seszele, Mauritius, Malediwy czy Fidżi, ale to jednak nie nasze widełki cenowe 🤣
Ja najbardziej zachwycona jestem Malediwami na drugim miejscu Meksykiem i to najbardziej Wam polecam. Później Tajlandia Dominikana Kuba i cała reszta, jednak ciężko chyba pobić Malediwy. A z Pl są naprawdę na wyciągnięcie ręki. Myśle ze Fiji Bora Bora Wyspy Cooka i w kokosowe mogà się z nimi równać ale to wciąż przede mną. Osobiście nie znam osoby która była na Malediwach i jej nie zachwyciły. Jedynie co narzekają na nie osoby które nigdy tam nie były bo jak twierdzą jest zbyt nudno. Nie widziałem ale się wypowiem.
Hej 🙂 duzo osob pozytywnie poleca Dominikane 🔅ja moge sie wypowiedziec na temat Meksyku - idealne miejsce na listopad (w tym czasie bylam) 🗺 polecam calym sercem, ale mysle ze kazdy kierunek na wakacje jest godny uwagi w zaleznosci ile chce sie wydac 🙂 Pozdrawiam
Cześć,jak wygląda kwestia biletów na promy Cebu -> Bohol z praktycznego punktu widzenia? Będziemy w Cebu około 5-6 rano i zastanawiam się czy jest sens kupować bilet przez internet na prom na Bohol czy lepiej kupić na miejscu, z racji tego że jest sporo tych kursów dziennie.Większy sens chyba ma kupno z wyprzedzeniem na promy Bohol -> Siquijor jak i Siquijor -> Cebu, bo tych kursów jest mniej. Czy ceny online są takie same jak ceny na miejscu?
@adas_m Zdecydowanie warto kupić wcześniej ... byliśmy w lutym i raz musielismy zmieniac godzine i czekac 2h na nastepny a raz byla dostepna tylko Vip wesja przy klimie 15stopni i sie pochorowalismy ;) ... zatem dla świętego spokoju warto ;)
Zmieniałem raz do Cebu na 2h wczesniej bo udalo nam sie dojechać szybciej i nie bylo żadnego problemu bo byly miejsca wolne :)