Witamy wszystkich fascynatów turystyki i zapraszamy do zakładania konta oraz generowania planów podróży. Przed Wami portal który ma łączyć w sobie miejsce spotkań turystycznych zapaleńców, oraz pomóc w planowaniu (i ewentualnie znalezieniu towarzystwa do podróży) trasy. Oczywiście nie wszystko jest jeszcze idealne ale już teraz trzon serwisu działa i można śmiało go testować. Jesteśmy otwarci na krytykę :)
#triptime
Chcialam sie podzielic niektora informacja dla tych co dopiero jada. Moze sie komus przyda. Ja bylam prawie 3 tyg, na wlasna reke. Wyspy: Siargao, Bohol, Oslob, Moalboal (Cebu nie licze bo to byla dla mnie punkt tranzytowy):
Transport: sa oczywiscie taksowki, ale dla tych co chca zaoszczedzic i zblizyc sie z lokalnym zyciem, polecam lokalne busiki (jeep) - kosztuja 8 pesso, ale nie wszedzie sa i nie wszedzie jada. Sa oczywiscie motocykle- tricycle (jak tuk-tuki w Tajlandii), ale sa duzo drozsze. podaja 2-3 krotnie wieksza cene, wiec koniecznie negocjujcie.
Wycieczki: Plywanie z rekinami kosztuje kolo 1000 -1100 pesso. Tak, jest to atrakcja turystyczna i jednoczesnie jest kilkanascie lodek naraz, ale wrazenia sa niesamowite. Trwa 30 min.
Island hopping: taniej wyjdzie jak wynajmiecie lodke bezposrednio od wlasciciela lodki. wyjdzie taniej niz wycieczka z biura albo wycieczka od posrednika (przynajmniej na Siargao).
Jedzenie: Najtaniej zjesz w lokalnych knajpach (typu bufet szwedzki). Bardzo popularny jest kurczak i inne mieso z grilla (jest pyszne!!!). Sa tez dania wegetarianskie. Sa nawet knajpy wegetarianskie ale nie wszedzie widzialam.
Scooter: najbezpiecznie wypozyczyc w miejscu gdzie sie zatrzymasz jezeli oferuja taka usluge. Jezeli wypozyczycie od posrednika, to zrobcie zdjecie kazdej rysy przed podpisaniem umowy. To pewnego rodzaju zabezpieczenie zeby nie zwalili te uszkodzenia na was.
I oczywiscie polecam zrobic kopie paszportu przed wyjazdem zeby nie zostawiac oryginal (wymagaja przy podpisaniu umowy). Koszt :250 - 500 pesso w zaleznosci od wyspy i ilosci dni wypozyczenia. Nie zawsze sa zatankowane. Czasem daja wam pusty i tankujecie sami ile potrzeba.
Surfing (na Siargao). Sama board wypozyczyc mozna za 300-400 pesso + czasem oplata za lodke 150-250 pesso w zaleznosci od spotu surfingowego. 1000 pesso kosztuje 2 godziny z instruktorem (w tym juz wliczony koszt za wypozyczenia deski).
Leki: Oczywiscie kazdy spakuje apteczke wedlug uznania, ale najbardziej przydatne leki na choroby zoladkowe, przeziebienie (tez cos na bol gardla najlepiej miec) i alergie albo ukaszenia (na siargao i na palawan sa wszy morskie czy cos takiego) (Hydrocortisonum na przyklad). Sa tu oczywiscie apteki wiec mozna kupic i tu, ale niektore rzeczy warto miec pod reka. Ceny w aptekach: jest taniej albo powownywalne do cen w Polsce.
Dla tych co sie obawiaja zatruc jedzeniem w Azji, zacznijcie brac probiotyk 7-10 dni przed wyjazdem.
Polecam miec adapter podrozny. Przynajmniej ja nie spotkalam miejsca gdzie byly nasze standardowe gniazdka. Tu kosztuje 350-450 pesso w zaleznosci od telefonu.
Pozdro
#filipiny #poradnik #siargao #bohol #oslob
Hej, anastaz! Też byłem na Siargao i muszę przyznać, że surfing tam to naprawdę fajna sprawa. Ale co do wynajmu skuterów — zgadzam się, żeby uważać z warunkami umowy, ale znalazłem jedną miejscówkę u "Johnny's Rentals", gdzie są uczciwi i nie żądają całego majątku (adres: General Luna). Co do rekinów w Oslob — początkowo miałem opory, bo słyszałem różne opinie o wpływie na środowisko. Może ktoś jeszcze ma zdanie na ten temat? #SiargaoVibes
Ostatnio zaplanowałem spontaniczny wypad do Włoch, ale nie chciałem przepłacać za loty. Okazało się, że niedzielne popołudnia to najlepszy moment na łapanie okazji! W systemie #lowcost linii Ryanair i Wizz Air można upolować bilety z Warszawy i Krakowa do Rzymu czy Mediolanu za naprawdę drobniaki. Rano popijam cappuccino na Piazza Navona, a wieczorem udaję się na noclegi do hostelu w samym sercu Wiecznego Miasta — polecam The Yellow Square Rome dla tych z was, którzy lubią życie towarzyskie i tanie drinki! A co z jedzeniem? Mam swoją tajną broń: targ Testaccio, gdzie schrupiesz najlepsze arancini w mieście (i to bez bankructwa!). Jakie jeszcze inne skryte perełki warto odkryć? Co powiecie na podróż #pociagiem przez włoskie winnice?
Bartek, brzmi to całkiem nieźle! Zawsze mnie korciło sprawdzić te pociągi przez winnice — ile mniej więcej kosztuje taki bilet i czy naprawdę można coś tam dobrego popróbować po drodze? A skoro jesteśmy przy winie, to może podpowiedz, gdzie warto zajrzeć na degustację bez nadętych cen za lampkę? Z mojej strony, jak już będziesz w Rzymie, polecam knajpkę Nonna Betta w żydowskiej dzielnicy — ich karczochy są bliskie ideału.
Ciekawi mnie ten hostel, The Yellow Square Rome — jakie są tam ceny za noc i czy można się stamtąd łatwo dostać do Koloseum? I jak z jakością tych drinków, nie leją samej wody? 😄
Zastanawialiście się kiedyś, czemu Lublin nie jest na topie listy turystycznych hitów w Polsce? Właśnie wróciłem z tej perły Lubelszczyzny i szczerze mówiąc – to miasto powinno mieć swoje własne podium! Zacząłem od wizyty na Starym Mieście. Klima tam wciąga jak magnes. Jeśli szukacie taniego obiadu, polecam bar mleczny przy ul. Świętoduskiej 10 – za talerz pierogów zapłacicie tylko 18 zł! Dla miłośników kultury, muzeum „Pod Zegarem” (ul. Uniwersytecka 1) to punkt obowiązkowy. Bilet kosztuje jedyne 12 zł, a historia polsko-żydowska prezentowana tam na pewno was poruszy.
Nie można pominąć Zamku Lubelskiego – choćby po to, by poczuć się jak rycerz na warcie! Bilety do kaplicy św. Trójcy są po 10 zł, więc uszczupli to wasz portfel mniej niż kawa w Starbucksie.
Transport? Proste – linia autobusowa nr 13 z dworca PKP (bilet za 4 zł). Uwierzcie mi, oszczędzicie czas i nerwy na parkowaniu!
Na koniec dnia idealnym miejscem na chillout jest Plac Litewski – weźcie kocyk i rozkoszujcie się widokiem fontann za darmo. Co myślicie o takich skarbach nieodkrytych przez tłumy #lublinodkryty #polskaeurosprytna #lubelszczyzna? Macie swoje ulubione miejsca w tej okolicy? A może chcecie poznać inne ukryte perły naszego kraju? Zobacz też Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć dla inspiracji!
Fajnie, że wspomniałaś o Lublinie! Jeśli chodzi o noclegi, polecam hostel "Folk" przy ul. Dolnej 3 Maja – klimatyczne miejsce za przyzwoite pieniądze. A jeśli szukacie tanich i smacznych przekąsek, to kebab na Krakowskim Przedmieściu jest legendarny! Do tego warto wiedzieć, że w pierwszą niedzielę miesiąca wiele muzeów ma bezpłatny wstęp – można zaoszczędzić na biletach. Z kolei na wieczorny relaks polecam kawiarnię "Między Słowami" – kawiarniane latte z książką w ręku to dopiero relaks! #lublinskaWyprawa
Każdy, kto mówi, że trzy tygodnie w Tajlandii to dużo czasu, chyba jeszcze nigdy nie próbował tajskiego street foodu na Bangkok'skiej Khao San Road! Zacznijmy od budżetu: na trzy tygodnie przy umiarkowanym trybie życia wydałem około 45,000 bahtów (około 5,600 PLN). Przykładowo, nocleg w przyzwoitym hostelu w Bangkoku to koszt ok. 500 bahtów za noc (62 PLN). Jeśli chodzi o jedzenie: pad thai z ulicznego stoiska kosztuje jedynie 50 bahtów (6 PLN) — #padthaiulicy to zdecydowanie must-try!
Transport? Sprawdzony sposób to pociągi nocne i autobusy. Nocny pociąg z Bangkoku do Chiang Mai to ok. 900 bahtów (112 PLN), a oszczędza się na noclegu (#nocnypociagtajlandia). Nie zapomnij zabrać lekkiej odzieży i kremu przeciwsłonecznego — słońce bywa zdradliwe! Warto odwiedzić też targ Damnoen Saduak - skomunikowany tanimi busami z Bangkoku za jakieś 200 bahtów w obie strony.
Na koniec proste pytanie do was: kto daje radę relaksować się nad Andamana Sea? Macie swoje ulubione miejsca w okolicach Phuket? Dajcie znać w komentarzach!
Czy ktoś z Was, drodzy wędrowcy, miał ostatnio okazję podążać pięknymi szlakami w Tatrach i zamiast szumu strumienia słyszał... najnowszy hit disco polo? Serio, czy to już stały element krajobrazu górskiego? Właśnie wróciłem z trekkingu po Dolinie Kościeliskiej, gdzie miałem nadzieję uciec od zgiełku miasta i przytulić się do natury. Ale nie! Musiałem konkurować z „bumbum” sączącym się z czyjegoś przenośnego głośnika. Czy naprawdę muszę zabierać ze sobą stoperki na łoni przyrody? #tatry #gory
Próbowałem podziwiać malownicze widoki, a jedyne co udało mi się złapać to pulsujący rytm basu. Nie mówię, że muzyka jest czymś złym, ale serio – dlaczego akurat na szlaku? Gdyby jeszcze była to Vivaldi, może przymknąłbym oko... Może.
Oczywiście nikt nie przerwie swojej playlisty tylko dlatego, że ktoś obok chce cichej kontemplacji. Niektórzy mogą pomyśleć sobie: „Hej, skoro ktoś pisze 'Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć' czytając o odosobnieniu i dzikiej naturze, to czemu nie mogę sobie zrobić prywatnej imprezy na Równi Krupowej?”. Z jednej strony śmieszne, z drugiej momentami tak absurdalne jak orkiestra symfoniczna grająca podczas koncertu rockowego.
OK, już kończę to narzekanie. Chciałem tylko zapytać: czy tylko ja jestem tak beznadziejnie staromodny? Może ktoś ma jakieś historie o innych absurdach z polskich szlaków?
Jak tam do cholery dotrzeć do Machu Picchu bez agencji turystycznej? Takie pytanie zadałem sobie, siedząc w Limie nad pysznym pisco sour. Po pierwsze: Cusco. Lepiej przyzwyczaić się do wysokości i zjeść ceviche niż mdleć na szlaku. Z stamtąd łap busem do Ollantaytambo — tam numerem jeden jest podróż pociągiem Perurail (choć nie tania, trzeba przyznać), ale jeśli lubisz wyzwania - odważ się na trekking szlakiem Inca Jungle lub Salkantay. Pamiętaj o Aguas Calientes - to tylko przystanek noclegowy, ale śniadania serwują lepsze niż szwedzki stół! #peru #machupicchu #inkatrail #trekkingnaperu
Celujesz w budżetowy pobyt? Lokalne jadłodajnie oferują menu del día za grosze – nigdy nie wiesz, co dostaniesz, ale zawsze smakuje! Warto rezerwować bilety do Machu Picchu online z wyprzedzeniem — unikniesz tłoku i oszczędzisz sobie nerwów.
A teraz pytanie dla was: jakie jeszcze ukryte perły Peru polecacie zobaczyć po drodze? Podzielcie się swoimi sekretami! Może coś zbliżonego jak Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć?
Przypadkiem wylądowałem w Budapeszcie z pakietem basenowym zamiast biletów na koncert... I nie żałuję! Zacząłem od Széchenyi, bo reklamy wszędzie krzyczały: 'Tu znajdziesz spokój'. Wbiegłem (dosłownie) i zanurzyłem się w ciepłej wodzie; zapomniałem o całym świecie. Jeden z moich znajomych twierdzi, że to jak grzanie się w gorącej herbacie — mało precyzyjne porównanie, ale oddaje przyjemność.
Transport? Łatwo dojedziecie metrem linii M1 prosto pod drzwi. Jak zgłodniejecie po kąpielach, spróbujcie langosza na stoisku tuż obok. Smażony placek z ogromną ilością śmietany i sera, który zaspokoi każdy głód.
Jeśli macie ochotę na coś nietypowego, polecam Király Fürdő — bardziej intymne miejsce, gdzie czas się zatrzymał w XVII wieku. Depozytyk? Coś niesamowitego! Jest kameralnie i cichy, co czyni je rajem dla tych zmęczonych miejskim gwarem.
A jak już wrócicie do hotelu po dniu pełnym relaksu, pamiętajcie napić się palinki — nic tak nie rozgrzeje przed snem!
Kto ma jeszcze jakieś termalne perełki do polecenia? Chętnie odwiedzę więcej takich miejsc!
Ostatnio zastanawiam się, czy podczas mojej podróży do Maroka wybrać Fez czy Marrakesz. Z jednej strony Fez kusi swoją autentycznością i podobno najbardziej skomplikowaną mediną na świecie, gdzie podobno można zgubić się nawet z GPS'em w ręku. Kto wie, może to właśnie tam przeżyję swoją własną wersję 'Zmierzchu bogów' walcząc z lokalnymi kotami o kawałek churma... #fez #zagubionywfezie
Z drugiej strony jest Marrakesz, bardziej turystyczny, ale i pełen życia na Jemaa el-Fna. Gdzie indziej mogę spersonalizować swoje doświadczenie zakupu dywanu od handlarza, który przysięga, że sprzedaje go po raz pierwszy? Słyszałem też o niesamowitej roślinności w Ogrodach Majorelle. Podobno Yves Saint Laurent kochał te miejsca — kto by nie chciał poczuć się jak w filmie? #marrakesz #yvesogrody
Zastanawiam się, czy są tu podróżnicy z doświadczeniem, którzy zdołali odwiedzić oba miasta? Jakie smaczki skrywają te miejsca poza przewodnikami? Możliwe, że znajdę tam takie cuda jak Gruziński Szlak Winny: Odkryj Kachetię i jej Wina, tylko w marokańskim klimacie?
Pamiętam, jak pewnego razu stwierdziłem, że Majorka to moja oaza spokoju. Ale nie mówimy tu o miejscach typu Magaluf! Szukałem czegoś bardziej tajemniczego. I tak natrafiłem na Cala Varques. Dotrzeć tam wcale nie jest łatwo: pół godziny pieszo przez las po opuszczeniu samochodu albo roweru, ale widoki? No bajka! Kryształowa woda i zero chaosu turystycznego. Co ciekawe, znajdziesz tam kilka jaskiń do eksploracji pod wodą. Bądź ostrożny – łatwo się zapomnieć i wypłynąć na powierzchnię za późno! Kolejne miejsce, które polecam to Playa de Muro. Okej, może nie całkiem 'ukryta', ale mimo wszystko spokojniejsza niż większość plaż na wyspie. Idealna dla kogoś, kto ma ochotę na dzień pełen chilloutu z książką w ręku.
A dla tych odważniejszych – Son Serra de Marina bez żadnych udogodnień czy parasoli – natura czysta jak łza. Tu po prostu musisz zabrać swój własny prowiant i okulary przeciwsłoneczne o warstwie anty-ochronnej wielkości parasola plażowego! Powiedzcie mi, czy macie swoje secret spots na Majorce, których nie ma jeszcze w folderach turystycznych?