4

Ostatnio zastanawiam się, czy podczas mojej podróży do Maroka wybrać Fez czy Marrakesz. Z jednej strony Fez kusi swoją autentycznością i podobno najbardziej skomplikowaną mediną na świecie, gdzie podobno można zgubić się nawet z GPS'em w ręku. Kto wie, może to właśnie tam przeżyję swoją własną wersję 'Zmierzchu bogów' walcząc z lokalnymi kotami o kawałek churma... #fez #zagubionywfezie

Z drugiej strony jest Marrakesz, bardziej turystyczny, ale i pełen życia na Jemaa el-Fna. Gdzie indziej mogę spersonalizować swoje doświadczenie zakupu dywanu od handlarza, który przysięga, że sprzedaje go po raz pierwszy? Słyszałem też o niesamowitej roślinności w Ogrodach Majorelle. Podobno Yves Saint Laurent kochał te miejsca — kto by nie chciał poczuć się jak w filmie? #marrakesz #yvesogrody

Zastanawiam się, czy są tu podróżnicy z doświadczeniem, którzy zdołali odwiedzić oba miasta? Jakie smaczki skrywają te miejsca poza przewodnikami? Możliwe, że znajdę tam takie cuda jak Gruziński Szlak Winny: Odkryj Kachetię i jej Wina, tylko w marokańskim klimacie?

4

Witam serdecznie. Lecimy pod koniec stycznia na Filipiny. Bardzo mocno zweryfikowaliśmy plany przy pomocy tej strony między innymi i osób, które już były w tym kraju. Chcieliśmy być w kilku miejscach, ale już wiemy że to nie ma sensu. Lubimy spokój, piękne widoki i cudne plaże. Lubimy zwiedzać, ale wiem ,że nie ma sensu spędzać dużą część czasu na przejazdach. Dlatego nasz plan to 1 noc Manila (późno przylecimy) 2 noce Sabang, 5 nocy Port Barton (White Beach) ,1 noc Puero Princesa. Mamy do dyspozycji jeszcze 3 noce. Zrezygnowaliśmy z El Nido i Coron. Proszę o podpowiedz gdzie moglibyśmy je spędzić najlepiej okolice Port Barton może wschodnie wybrzeże. Tak żeby przejazdy nie zajmowały dużo czasu. Będę wdzięczna za podpowiedź:)
#filipiny #poradnik #portbarton #coron #elnido


Osobiście uważam ze Cron jest cudowny... i warto go zobaczyć mimo dłuższej podróży. Port Barton na 5 dni to zdecydowanie za dużo... 2-3 noce max. El nido można wziąć jeden nocleg i pojechać na koniec Palawanu piękne plaże i mega cisza.


 Jeśli Palawan to musicie poświecić czas na transfery. PP i Sabang jeden dzień i zostanie wam trzy dni na El Nido i dwa na Coron I zacznijcie najlepiej od Manila -Coron ferry 2GO nocny prom kajuty 4-6 osobowe Tv, łazienka i kolacja w cenie ( taniej niż samolot i lecicie w nocy, o 6 rano wyspani na Coron i możecie bezpośrednio z portu na Island Hopping) Następnie El Nido-(van)Port Barton- (van)Puerto Princesa-Sabang Lub AirSwift lata bezpośrednio na Coron i El Nido

Zobacz wszystkie odpowiedzi (3)
4

Witam, jako że do wyjazdu zostało nam niewiele czasu (14.02) chciałem zapytać o kilka rzeczy...-co koniecznie zobaczyć w Port Barton i okolicy, Będziemy tam 3 pełne dni i chcielibyśmy skoczyć na jakiś hoping jednego dnia, a co robić w dwa kolejne dni?-elnido tu będziemy 8nocy, napewno 2 dni spedzimy na wycieczkach (polecane A i C?), jeden dzień na nacpan, jeden na duli, jednego dnia pewnie będziemy jeździć bez celu skuterem przed siebie, a co jeszcze można zaplanować na kolejne 3-4 dni?-może ktoś ma jakieś zdanie na temat Ausan beach front cottages w portbarton i Rico’s beach w elnido bo tam zrobiliśmy wstępnie rezerwacje-czy połowa pieniędzy na revolucie i połowa w gotowce jako zabezpieczenie w razie braku możliwości wypłaty to dobre rozwiązanie? Bo różne opinie czytałem i sam nie wiem jak zrobić żeby później nie miec problemów z wypłata no i nie wozić wszędzie całej kasy ze sobą.-i jeszcze czy ktoś ma jakiś hotel w manili niedaleko lotniska o dobrym standardzie na 2noce żeby odpocząć przed powrotem?

#portbarton #filipiny #elnido


Według mnie El Nido to zdecydowanie za długo jak 8 nocy. Nie ma tam co robić nam się nie za bardzo podobało na El Nido byliśmy tam 3 noce i uważam ze za długo. Zdecydowanie bardziej podobało nam się w Port Barton ale każdy to widzi zupełnie inaczej.


Ja jestem teraz w El Nido. Mieszkamy przy Nacpan beach. Jakbym drugi raz planowała ten wyjazd to zostałabym w Port Barton 4 noce. Są tam plaże, Island hopping, wodospad i kluby. W El Nido jest jeden. Przy Nacpan beach jeden średnio imprezowy (od 6dni nie było tańców:P)

Zobacz wszystkie odpowiedzi (3)
4

Przybyłem do Tajlandii na 3 tygodnie z planem zwiedzenia jak najwięcej za rozsądny budżet. Okazało się, że to możliwe, o ile dobrze zaplanujesz! Mój lot do Bangkoku kosztował mnie 2200 PLN w dwie strony. Po przylocie warto od razu wymienić gotówkę na lotnisku Suvarnabhumi – kursy są całkiem przyzwoite.

Zakwaterowanie w hostelu w centrum Bangkoku zaczyna się od 400 THB/noc (ok. 50 PLN). Jeżeli chcesz przeżyć coś wyjątkowego, polecam rejs łodzią przez kanały – to tylko 20 THB (2,50 PLN). Nie może zabraknąć wizyty w Wat Pho – bilet za zaledwie 200 THB (25 PLN), a świątynia otwarta jest codziennie od 8:00 do 17:00.

Jedzenie? Street food rządzi! Pad Thai na ulicy Khaosan kosztuje około 50 THB (6 PLN). Pamiętaj jednak unikać soków z lodem, jeśli masz wrażliwy żołądek.

Transport między miastami jest tani i wygodny. Z Bangkoku do Chiang Mai dotrzesz pociągiem sypialnym za ok. 800 THB (100 PLN) – nie zapomnij rezerwacji miejsca wcześniej!

Ktoś z was ma inne wskazówki co do #nocleghostelach albo jakie miejsca omijać szerokim łukiem?

#tajlandia #tajskastritfud


A próbowaliście może couchsurfingu w Bangkoku? Jest kilka super hostów, dzięki czemu można zaoszczędzić na noclegach i poznać lokalnych ludzi. #couchsurfing

4

Podróżując po Europie, trafiłem do Prowansji, a konkretnie do Cavaillon, gdzie próbowałem znaleźć idealny moment na podziwianie lawendowych pól. Wydawało mi się, że jestem przygotowany, ale nie przewidziałem kaprysów natury i lokalnego klimatu. Szukając odpowiedzi, kiedy najlepiej podziwiać te fioletowe cuda, dowiedziałem się, że sezon zaczyna się w czerwcu i trwa do połowy sierpnia. Najbardziej intensywny zapach unosi się w powietrzu na początku lipca.

Pierwszego dnia trafiłem do słynnej Abbaye de Senanque niedaleko Gordes. Widok opactwa otoczonego lawendą to coś, czego nie zapomnę. Bilet wstępu kosztował 9€, czyli około 40 PLN. Co ciekawe, trudno tam o tłumy rano — od 9:00 można spokojnie robić zdjęcia bez przepychania się przez turystów.

Polecam też wybrać się do Sault — mniej turystyczne niż Valensole, ale równie czarujące. Jeśli jedziesz samochodem z Avignon, to droga D943 oferuje spektakularne widoki; warto zrobić przystanek przy każdej możliwej zatoczce na zdjęcia.

Transport to kluczowy element planu — jeśli podróżujesz z Polski samolotem, najłatwiej dotrzeć przez Marsylię lub Niceę i dalej wynająć auto (koszt wynajmu od 30€ za dzień). Z lotniska w Marsylii do Cavaillon kursują autobusy kilka razy dziennie za około 10€ (45 PLN).

Co zabrać? Koniecznie okulary przeciwsłoneczne i kapelusz — słońce potrafi być bezlitosne! Nie zapomnij aparatu z dobrą baterią; pamiętajcie o ładowarce z adapterem (gniazda typu E).

Na obiad polecam małą knajpkę Le Jardin du Quai w Isle-sur-la-Sorgue — zestaw lunchowy z pyszną sałatką nicoise i lampką lokalnego rosé kosztował mnie około 20€ (90 PLN), a klimat miejsca jest niepowtarzalny.

Pytanie dla was: jakie są wasze ulubione miejsca na lawendową przygodę w Prowansji? Może jest jeszcze jakaś mniej znana miejscówka godna uwagi?


A ja mam trochę inne doświadczenia z Prowansji! Jeśli szukacie mniej obleganego miejsca niż Abbaye de Senanque, polecam Senas. To małe miasteczko, między Cavaillon a Salon-de-Provence, gdzie można znaleźć kilka uroczych pól lawendy bez tłumów turystów. Co do jedzenia — Le Jardin du Quai brzmi fajnie, ale jeśli będziecie w okolicach Aix-en-Provence, koniecznie spróbujcie restauracji Le Formal przy 32 Rue Espariat. Ich menu degustacyjne za około 45€ jest warte każdej złotówki. A jako alternatywę dla wynajmu auta z Marsylii, warto rozważyć BlaBlaCar — taniej i czasem szybciej. I jeszcze jedno — nie zapomnijcie sprayu na komary! Latem te małe potworki potrafią być uporczywe. #ProwansjaBezFiltra

4

Wróciłem właśnie z przygody życia — pływania kajakiem po Zatoce Kotorskiej w Czarnogórze, i muszę się tym z Wami podzielić. Wyobraźcie sobie widok majestatycznych gór odbijających się w krystalicznie czystych wodach zatoki, gdzie czas płynie wolniej, a każdy zakręt odkrywa nowe, piękne perspektywy. Startowałem z gruzińskiego miasteczka Perast, pełnego uroku i historii, które leży na zachodnim brzegu zatoki.

Wynajem kajaka to koszt około 20 EUR za dzień (około 95 PLN), co jest całkiem przystępną ceną za możliwość swobodnego eksplorowania zatoki na własną rękę. Polecam wypożyczyć sprzęt w Kotor Kayak & Stand Up Paddle Tours przy ulicy Dobrota 220, 85330 Kotor — miejsce jest otwarte od 9:00 do 19:00 każdego dnia. Warto zabrać ze sobą wodoodporny plecak i krem z filtrem, bo słońce potrafi tu nieprzyjemnie zaskoczyć.

Co warto zobaczyć z poziomu wody? Na pewno mnóstwo niewielkich wysepek rozsianych po zatoce, jak Gospa od Škrpjela czy Sveti Đorđe. Obie są urokliwie starożytne i mają swoją tajemniczą aurę. Po południu proponuję zatrzymać się na kąpiel w ukrytej zatoczce lub małej plaży niedaleko Prčanja — miejsce jest niemal prywatne!

Jeśli zgłodniejecie po całym dniu wiosłowania, polecam knajpkę Konoba Catovica Mlini w miejscowości Morinj. Urokliwe miejsce serwujące wyśmienite dania lokalnej kuchni (spodziewajcie się rachunku około 20-30 EUR za posiłek). Ich ośmiornica na grillu to mistrzostwo świata! Dla tych, którzy chcą zawiesić oko na architekturze i historii zamiast jedzenia – coś dla Was 11 atrakcji, które warto zobaczyć w Dreźnie.

Szybka rada transportowa: do Kotoru łatwo dostać się autobusem z Podgoricy — bilety to tylko kilka euro (około 10-15 EUR) i podróż trwa około dwie godziny.

A teraz moje pytanie do Was: kto jeszcze miał okazję zwiedzać Zatokę Kotorską kajakiem? Jakie inne miejsca polecacie odwiedzić będąc już tam na miejscu? Może macie inne pomysły na równie niezapomniane przygody?


Cześć Tomek, fajnie, że o tym wspomniałeś! Byłem na Zatoce Kotorskiej dwa lata temu i do dziś nie mogę przestać myśleć o pływających tam delfinach. Zwracam jednak uwagę, że miejscówka Konoba Catovica Mlini, choć klimatyczna, miała wtedy problem z obsługą — długo czekałem na jedzenie. Jeśli kogoś interesują bardziej historyczne aspekty, polecam wizytę w Muzeum Morskim w Kotorze na ulicy Kotor 420; można tam poznać mnóstwo ciekawostek o życiu w tej części Adriatyku. A przy okazji — zawsze warto mieć zapas drobnych euro na parkingi i toalety. #czarnogóra

4

Chyba nie ma bardziej rowerowego miasta na świecie niż Amsterdam! Choćby nie wiem jak dobrze planować trasę, za pierwszym razem pewnie skończysz w kanale. Trust me, ja tam byłem! Najcenniejsza rada: zaczynaj dzień od porannego roweru po Jordaan — ten klimat wąskich uliczek i zapach świeżej kawy to coś, co obudzi nawet największego śpiocha. A skoro o kawie mowa, zajrzyj do 'Café Thijssen'. Nie dość, że lokalni tam wpadają, to jeszcze mają takie holenderskie ciasto z jabłkami, że będziesz chciał wracać! Jeśli chodzi o sam rower — wypożyczysz go niemal na każdym rogu. 'MacBike' oferuje dobre maszyny i darmowe mapki miasta. Pro tip: unikaj czerwonych dróg rowerowych w godzinach szczytu, te szersze dają więcej przestrzeni na kombinowanie... znaczy się swobodną jazdę. Co ciekawe, nocleg przy kanale może być tańszy niż w centrum. Sprawdź 'Hotel Not Hotel', każda noc to nowa przygoda! A jak już zaszalejesz z budżetem na atrakcje (Rijksmuseum i Van Gogh Museum czekają!), odratowanie kieszeni zapewni gorąca porcja friet z majonezem na placu Dam Square. Smacznego.

Zastanawia mnie jedna rzecz — czy ktoś próbował zwiedzać miasto elektrycznym rowerem? To musi być przygoda sama w sobie!


Elektryczny rower to super sprawa, zwłaszcza na dłuższe wycieczki poza centrum — polecam trasę do Zaanse Schans! Ale uważaj, bo na tych kanałowych mostkach czasem robi się ciasno. 😉 #AmsterdamAdventures

4

Podczas mojego pobytu na Bali przeżyłem kilka przygód, które nauczyły mnie, gdzie nie wpadać w turystyczne pułapki. Zacznę od transportu — uwaga na tzw. taksówki "kopiuj-wklej"! Wsiadanie do pierwszej lepszej może skończyć się jazdą po mieście jak w Fast & Furious z rachunkiem wyższym niż szczyt lotu na Gili Islands. Lepiej używać aplikacji jak Grab, dzięki której nie tylko oszczędzisz rupie, ale i nerwy.

Co do jedzenia, Ubud jest pełne knajpek na instagramowe "wow", ale nie daj się zwieść pozorom lampek świetlnych i rustykalnych stołów. Lokalne warungi (czyli indonezyjskie bary) oferują autentyczne smaki za ułamek ceny. Przy Bondalem Beach znalazłem warung serwujący kopi luwak — słynna kawa zaparzona z ziaren przetrawionych przez cywetę... Mówią, że to delikates; ja tam wolę swojego czarnego espresso.

Jeśli chodzi o noclegi, omijaj turystyczne "oazy spokoju" jak Kuta czy Seminyak - ceny hoteli są tu kosmiczne, a spa? Cóż... bardziej przypomina ruchome piaski zamiast relaksu. Zamiast tego polecam Airbnb w Sanur — cisza przed burzą albo po prostu dobra kawa.

Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia na Bali? Jakie były wasze najlepsze odkrycia poza utartymi szlakami?


Byłem na Bali w zeszłym roku i w pełni się zgadzam z Twoimi uwagami o Kucie. Jednak z jedzeniem mam inne doświadczenia. Na północ od Ubud, w małej wiosce Penestanan, trafiłem na świetną knajpkę "Yellow Flower Cafe" — bez turystycznego sznytu, za to z pysznymi lokalnymi potrawami i mega widokiem na dżunglę. Co do noclegów — spróbuj kiedyś homestay w Munduk. Chociaż jest daleko od plaży, to świeże powietrze i wodospady rekompensują wszystko! #BalijskiSpokój

4

Sri Lanka zawsze była na mojej liście marzeń i w końcu udało mi się odwiedzić tę perłę Oceanu Indyjskiego! Pierwsze chwile spędzone w Colombo to mieszanka ekscytacji i lekkich obaw o bezpieczeństwo. Ale nie taki diabeł straszny! Ważne jest, żeby unikać ciemnych zaułków i nosić plecak z przodu - ot, jak w każdym większym mieście. Najwięcej krążyłem po Kandy – jezioro w samym sercu miasta daje trochę oddechu od miejskiego zgiełku, a Świątynia Zęba to must-see!

Transport na wyspie jest całkiem przyjazny dla kieszeni podróżnika. Pociągi kursują regularnie, choć bywa tłoczno – zwłaszcza na trasach turystycznych jak ta do Ella. Widoki rekompensują wszelkie niedogodności, więc warto ulokować się przy oknie. Co ciekawe, jest tam niesamowita możliwość spróbowania owoców prosto z targu. Mango czy jackfruit zakupione od uśmiechniętej sprzedawczyni potrafią poprawić nastrój nawet po mniej udanym dniu.

Przyznam, że kulinarna przygoda mnie nie zawiodła - szczególnie polubiłem kottu roti i curry w każdej postaci. Lokalne knajpki są mistrzami smaków! Ciekawe czy Was też zachwycił tutejszy street food tak samo mocno jak mnie?

Podzielcie się swoimi doświadczeniami - jakie miejsca jeszcze warto odwiedzić? Czy ktoś miał okazję eksplorować mniej turystyczne zakątki wyspy?

Wilno - polskie miasto


Hej Maciek! Sri Lanka to rzeczywiście miejsce, które warto odwiedzić raz w życiu. Też byłem w Kandy, ale dla mnie niespodzianką były okolice Nuwara Eliya. Przepiękne plantacje herbaty i chłodniejsze powietrze sprawiają, że można trochę odpocząć od tropikalnych upałów. Jeśli jeszcze nie byłeś, polecam Adams Peak — wspinaczka o świcie jest prawdziwym wyzwaniem, ale widok z góry wynagradza wszystko! Co do street foodu, spróbowałeś hoppersów? Idealne na szybkie śniadanie! #SriLankaPrzygoda


Hej Maćku! Skoro mowa o transportach, to warto przemyśleć podróż tuk-tukiem. Kierowcy czasem próbują cię skasować jak za złoto, ale jeśli się potargujesz, można zaoszczędzić kasę na kolejne kottu roti. A co do jedzenia, to polecam spróbować hopperów na śniadanie – są pyszne i dają energię na cały dzień eksploracji. No i unikaj sieciowych hoteli, bo lokalne guesthousy oferują prawdziwie domową atmosferę oraz smaczne domowe śniadania w cenie. #SriLankaAdventures

4

O rany, gdybym tylko wiedział wcześniej, że Islandia to po prostu finansowa czarna dziura dla portfela, może bym nie musiał teraz martwić się o swoje życie. No dobra, trochę przesadzam, ale wiecie jak to jest. Wydasz na jeden głupi hot-dog więcej niż na cały zestaw sushi w Warszawie.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Moja żona i ja postanowiliśmy wybrać się na coś bardziej egzotycznego niż kołobrzeskie plaże i padło na Islandię. "Ach, te gejzery!" - mówiłem jej podekscytowany. "I te owce wszędzie!" - dodawała z zachwytem.

Pierwsze dni szły całkiem nieźle. Wynajęliśmy samochód (tak, zapomniałem wspomnieć o tym małym kredycie konsumpcyjnym), żeby wygodnie podróżować po tej pięknej krainie lodu i ognia. Ale pewnego dnia nadszedł moment próby... Zajechaliśmy do jednego z tych urokliwych małych sklepików w Reykjavíku, gdzie wszystko pachniało jakby było świeżo wypiekane przez samą matkę naturę.

Żona patrzyła na mnie prosząco: "Możemy spróbować tego specjalnego chleba pieczonego w geotermalnych źródłach?" Zanim zdążyłem przetrawić fakt, że chleb może kosztować tyle co dobre wino w Krakowie, kasjer już kasował nasz zakup.

Jednak największym hitem były chyba nasze próby posmakowania islandzkiego mięsa rekina fermentowanego... jeśli wiecie coś o durianach to powinniście zrozumieć intensywność tego doświadczenia (więcej o takich śmierdzących delicjach możecie przeczytać tutaj).

No dobrze, może nie był to najlepszy pomysł na spontaniczną przygodę kulinarną - ale hej! Co cię nie zabije (ani twojego małżeństwa), to cię wzmocni!

Podsumowując tę całą islandzką odyseję: moja rada dla każdego przyszłego podróżnika – miej plan B albo gotówkę pod ręką i bądź gotów do prowadzenia negocjacji bankowych zaraz po powrocie. Ale poważnie – kto odwiedził Islandię i wrócił bez żadnej śmiesznej historii?

Jakie macie najdziwniejsze kulinarne doświadczenia z podróży? Co było Waszym 'chlebem pieczonym w geotermach'?


Hej kaska_pl! Mam trochę inne wspomnienia z Islandii, chociaż masz rację, że portfel tam szybciej się opróżnia niż w bankomacie. Z mojej strony polecam jednak spróbować lokalnego skyr zamiast tego rekina, bo to przynajmniej słodka przyjemność bez zombie-oddechu! Chleb pieczony w geotermalnych źródłach? Przynajmniej raz warto – ale naprawdę warto także odwiedzić Bónus, tam można zaopatrzyć się w jedzenie nieco taniej niż w tych urokliwych sklepikach. Co do samochodu, ja wynająłem autko od miejscowego użytkownika z platformy car-sharingowej i wyszło taniej niż te wszystkie wypożyczalnie. A jeśli chodzi o dziwne kulinarne doświadczenia to kiedyś próbowałem suszonego kangura w Australii... i cóż, wolę wrócić do islandzkich owiec! #IslandzkaEkonomia


Akceptuje politykę prywatności i ciasteczka na stronie które zostały opisane w pod adresem https://triptime.pl/polityka-prywatnosci