kaska_pl


Kraje odwiedzone przez użytkownika kaska_pl


O rany, gdybym tylko wiedział wcześniej, że Islandia to po prostu finansowa czarna dziura dla portfela, może bym nie musiał teraz martwić się o swoje życie. No dobra, trochę przesadzam, ale wiecie jak to jest. Wydasz na jeden głupi hot-dog więcej niż na cały zestaw sushi w Warszawie.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Moja żona i ja postanowiliśmy wybrać się na coś bardziej egzotycznego niż kołobrzeskie plaże i padło na Islandię. "Ach, te gejzery!" - mówiłem jej podekscytowany. "I te owce wszędzie!" - dodawała z zachwytem.

Pierwsze dni szły całkiem nieźle. Wynajęliśmy samochód (tak, zapomniałem wspomnieć o tym małym kredycie konsumpcyjnym), żeby wygodnie podróżować po tej pięknej krainie lodu i ognia. Ale pewnego dnia nadszedł moment próby... Zajechaliśmy do jednego z tych urokliwych małych sklepików w Reykjavíku, gdzie wszystko pachniało jakby było świeżo wypiekane przez samą matkę naturę.

Żona patrzyła na mnie prosząco: "Możemy spróbować tego specjalnego chleba pieczonego w geotermalnych źródłach?" Zanim zdążyłem przetrawić fakt, że chleb może kosztować tyle co dobre wino w Krakowie, kasjer już kasował nasz zakup.

Jednak największym hitem były chyba nasze próby posmakowania islandzkiego mięsa rekina fermentowanego... jeśli wiecie coś o durianach to powinniście zrozumieć intensywność tego doświadczenia (więcej o takich śmierdzących delicjach możecie przeczytać tutaj).

No dobrze, może nie był to najlepszy pomysł na spontaniczną przygodę kulinarną - ale hej! Co cię nie zabije (ani twojego małżeństwa), to cię wzmocni!

Podsumowując tę całą islandzką odyseję: moja rada dla każdego przyszłego podróżnika – miej plan B albo gotówkę pod ręką i bądź gotów do prowadzenia negocjacji bankowych zaraz po powrocie. Ale poważnie – kto odwiedził Islandię i wrócił bez żadnej śmiesznej historii?

Jakie macie najdziwniejsze kulinarne doświadczenia z podróży? Co było Waszym 'chlebem pieczonym w geotermach'?
Kiedy myślicie o Portugalii, co przychodzi Wam do głowy? Sardynki prosto z grilla, a może bellini na Placu Rossio? Właśnie planuję podróż do tego słonecznego kraju i nie mogę się zdecydować: Lizbona czy Porto?

Lizbona kusi mnie swoim nieco chaotycznym tranwajowym klimatem. Zawsze chciałem poczuć się jak w starym filmie jadąc zabytkowym Tramwajem 28 przez wzgórza miasta. I te widoki z Miradouro da Senhora do Monte - podobno zapierają dech w piersiach! A Alfama nocą to ponoć magiczne miejsce dla miłośników fado. Czy ktoś ma przepis na to, jak nie skończyć maratonu po lizbońskich schodach zapominając, gdzie zostawiło się butelkę porto?

Z drugiej strony Porto - miasto, które pachnie winem i szumem rzeki Douro. Wizja spaceru po mostach Luisa I o zachodzie słońca brzmi jak coś, czego chcę spróbować. No i Ribeira! Nie mogę się doczekać kolorowych kamieniczek oraz tych momentów, gdy człowiek zastanawia się, czy to wino rzeczywiście było potrzebne.

Pytanie brzmi: co wybrać? Może ktoś zna ukrytą restaurację z najlepszą Francesinha albo tajne wejście do klasztoru Mosteiro da Serra do Pilar?

#portugalia #lizbona #tramwaj28 #porto
Każdy, kto mówi, że trzy tygodnie w Tajlandii to dużo czasu, chyba jeszcze nigdy nie próbował tajskiego street foodu na Bangkok'skiej Khao San Road! Zacznijmy od budżetu: na trzy tygodnie przy umiarkowanym trybie życia wydałem około 45,000 bahtów (około 5,600 PLN). Przykładowo, nocleg w przyzwoitym hostelu w Bangkoku to koszt ok. 500 bahtów za noc (62 PLN). Jeśli chodzi o jedzenie: pad thai z ulicznego stoiska kosztuje jedynie 50 bahtów (6 PLN) — #padthaiulicy to zdecydowanie must-try!

Transport? Sprawdzony sposób to pociągi nocne i autobusy. Nocny pociąg z Bangkoku do Chiang Mai to ok. 900 bahtów (112 PLN), a oszczędza się na noclegu (#nocnypociagtajlandia). Nie zapomnij zabrać lekkiej odzieży i kremu przeciwsłonecznego — słońce bywa zdradliwe! Warto odwiedzić też targ Damnoen Saduak - skomunikowany tanimi busami z Bangkoku za jakieś 200 bahtów w obie strony.

Na koniec proste pytanie do was: kto daje radę relaksować się nad Andamana Sea? Macie swoje ulubione miejsca w okolicach Phuket? Dajcie znać w komentarzach!
Podróżując po Europie, trafiłem do Prowansji, a konkretnie do Cavaillon, gdzie próbowałem znaleźć idealny moment na podziwianie lawendowych pól. Wydawało mi się, że jestem przygotowany, ale nie przewidziałem kaprysów natury i lokalnego klimatu. Szukając odpowiedzi, kiedy najlepiej podziwiać te fioletowe cuda, dowiedziałem się, że sezon zaczyna się w czerwcu i trwa do połowy sierpnia. Najbardziej intensywny zapach unosi się w powietrzu na początku lipca.

Pierwszego dnia trafiłem do słynnej Abbaye de Senanque niedaleko Gordes. Widok opactwa otoczonego lawendą to coś, czego nie zapomnę. Bilet wstępu kosztował 9€, czyli około 40 PLN. Co ciekawe, trudno tam o tłumy rano — od 9:00 można spokojnie robić zdjęcia bez przepychania się przez turystów.

Polecam też wybrać się do Sault — mniej turystyczne niż Valensole, ale równie czarujące. Jeśli jedziesz samochodem z Avignon, to droga D943 oferuje spektakularne widoki; warto zrobić przystanek przy każdej możliwej zatoczce na zdjęcia.

Transport to kluczowy element planu — jeśli podróżujesz z Polski samolotem, najłatwiej dotrzeć przez Marsylię lub Niceę i dalej wynająć auto (koszt wynajmu od 30€ za dzień). Z lotniska w Marsylii do Cavaillon kursują autobusy kilka razy dziennie za około 10€ (45 PLN).

Co zabrać? Koniecznie okulary przeciwsłoneczne i kapelusz — słońce potrafi być bezlitosne! Nie zapomnij aparatu z dobrą baterią; pamiętajcie o ładowarce z adapterem (gniazda typu E).

Na obiad polecam małą knajpkę Le Jardin du Quai w Isle-sur-la-Sorgue — zestaw lunchowy z pyszną sałatką nicoise i lampką lokalnego rosé kosztował mnie około 20€ (90 PLN), a klimat miejsca jest niepowtarzalny.

Pytanie dla was: jakie są wasze ulubione miejsca na lawendową przygodę w Prowansji? Może jest jeszcze jakaś mniej znana miejscówka godna uwagi?
Podróże z Psem po Europie: Twoje Wakacje na Czterech Łapkach
Dlaczego Apteczka Podróżna to Twoje Must-Have?

Akceptuje politykę prywatności i ciasteczka na stronie które zostały opisane w pod adresem https://triptime.pl/polityka-prywatnosci