4

O rany, gdybym tylko wiedział wcześniej, że Islandia to po prostu finansowa czarna dziura dla portfela, może bym nie musiał teraz martwić się o swoje życie. No dobra, trochę przesadzam, ale wiecie jak to jest. Wydasz na jeden głupi hot-dog więcej niż na cały zestaw sushi w Warszawie.

Wszystko zaczęło się niewinnie. Moja żona i ja postanowiliśmy wybrać się na coś bardziej egzotycznego niż kołobrzeskie plaże i padło na Islandię. "Ach, te gejzery!" - mówiłem jej podekscytowany. "I te owce wszędzie!" - dodawała z zachwytem.

Pierwsze dni szły całkiem nieźle. Wynajęliśmy samochód (tak, zapomniałem wspomnieć o tym małym kredycie konsumpcyjnym), żeby wygodnie podróżować po tej pięknej krainie lodu i ognia. Ale pewnego dnia nadszedł moment próby... Zajechaliśmy do jednego z tych urokliwych małych sklepików w Reykjavíku, gdzie wszystko pachniało jakby było świeżo wypiekane przez samą matkę naturę.

Żona patrzyła na mnie prosząco: "Możemy spróbować tego specjalnego chleba pieczonego w geotermalnych źródłach?" Zanim zdążyłem przetrawić fakt, że chleb może kosztować tyle co dobre wino w Krakowie, kasjer już kasował nasz zakup.

Jednak największym hitem były chyba nasze próby posmakowania islandzkiego mięsa rekina fermentowanego... jeśli wiecie coś o durianach to powinniście zrozumieć intensywność tego doświadczenia (więcej o takich śmierdzących delicjach możecie przeczytać tutaj).

No dobrze, może nie był to najlepszy pomysł na spontaniczną przygodę kulinarną - ale hej! Co cię nie zabije (ani twojego małżeństwa), to cię wzmocni!

Podsumowując tę całą islandzką odyseję: moja rada dla każdego przyszłego podróżnika – miej plan B albo gotówkę pod ręką i bądź gotów do prowadzenia negocjacji bankowych zaraz po powrocie. Ale poważnie – kto odwiedził Islandię i wrócił bez żadnej śmiesznej historii?

Jakie macie najdziwniejsze kulinarne doświadczenia z podróży? Co było Waszym 'chlebem pieczonym w geotermach'?


Hej kaska_pl! Mam trochę inne wspomnienia z Islandii, chociaż masz rację, że portfel tam szybciej się opróżnia niż w bankomacie. Z mojej strony polecam jednak spróbować lokalnego skyr zamiast tego rekina, bo to przynajmniej słodka przyjemność bez zombie-oddechu! Chleb pieczony w geotermalnych źródłach? Przynajmniej raz warto – ale naprawdę warto także odwiedzić Bónus, tam można zaopatrzyć się w jedzenie nieco taniej niż w tych urokliwych sklepikach. Co do samochodu, ja wynająłem autko od miejscowego użytkownika z platformy car-sharingowej i wyszło taniej niż te wszystkie wypożyczalnie. A jeśli chodzi o dziwne kulinarne doświadczenia to kiedyś próbowałem suszonego kangura w Australii... i cóż, wolę wrócić do islandzkich owiec! #IslandzkaEkonomia


Akceptuje politykę prywatności i ciasteczka na stronie które zostały opisane w pod adresem https://triptime.pl/polityka-prywatnosci