bartek_90


Kraje odwiedzone przez użytkownika bartek_90


Planujesz trzytygodniowy wypad do Tajlandii i zastanawiasz się, jaki budżet przyjdzie Ci z miejscowych tajemnic wydobyć? Nie jesteś sam! Właśnie wróciłem z tej egzotycznej krainy. Już na starcie odkryłem, że zawsze lepiej mieć więcej gotówki niż mniej pad thai na talerzu. Południe Tajlandii oferuje tanie przeloty krajowe – pro tip: Bangkok Airlines ma ciekawe oferty last minute do Phuket lub Krabi. Noclegi? Podstawowa zasada – im dalej od plaży, tym portfel chudszy, ale i duch spokojniejszy, gdy hotelik sympatyczny. Na wyspie Koh Tao zanurzyłem się pod wodą – dosłownie i w metaforycznym zachwycie nad rafami koralowymi. Transport po wyspach to już rozdział na osobną książkę: lokalne promy to logistyczne puzzle dnia codziennego. Ktoś wie czemu zawsze są o 17:00? #tajlandia #kohphangan #rafykoralowe #biletizapomnij
Nie dalej jak wczoraj, utwierdziłem się w przekonaniu, że PKP to prawdziwa loteria! Myślałem, że podróż z Poznania do Gdańska będzie bułką z masłem. Ale moja naiwność osiągnęła apogeum już na dworcu. Pociąg spóźniony o... uwaga... 78 minut! Zastanawiałem się, czy zapowiedziany czas opóźnienia to faktyczna informacja czy może metaforyczne " aż po świcie". Kiedy już nabożnie czekałem na peronie, usiłując nie rozpuścić się od gorącej herbaty kupionej za fortunę w dworcowej kawiarni, nadeszła kolejna niespodzianka: zmiana peronu w ostatniej chwili! I bujasz się jak oszalały z jednego końca dworca na drugi, z walizką domagającą się azylu.
Czy ktoś jeszcze czuje ten absurdalny urok? Jak Wy radzicie sobie z tą egzotyką polskiej kolei? Czy można się do tego przyzwyczaić? Jestem ciekaw Waszych historii i doświadczeń. #polska #pociagiwnaszymkraju #przygodynaperonie
Czy ktoś z Was był w Trójmieście i zrobił sobie ambitny plan zwiedzenia wszystkiego w trzy dni? No cóż, ja postanowiłem być minimalistą — wybiegłem tramwajem w stronę Oliwy, gdzie czekała na mnie największa niespodzianka: katedra z jej organami. Nie wiem, czy to czary, ale ten dźwięk zmusił mnie do refleksji nad życiem. W Gdańsku zacząłem oczywiście od Długiego Targu, bo przecież jakże inaczej?! Znalazłem tam nie tylko Neptuna, ale i moją zgubioną motywację do robienia zdjęć. Uwaga: gołębie pilnują posągów, więc lepiej coś im przynieść w ofierze (najlepiej okruchy!).

Sopot przywitał mnie molem i odwiecznym pytaniem: dlaczego jest tak długi? Chciałem zainwestować w spacer brzegiem morza, ale tłumy skutecznie pokazały mi inny wyraz słowa 'ocean'. Dla odmiany postanowiłem zajrzeć do Kawiarni Lajkonik na kawę i ciasto — polecam każdemu chwilę relaksu przy słodkościach.

Transport? SKM to złoto! Śmiga pomiędzy tymi miastami jak w amoku, a klimatyzacja działa nawet wtedy, gdy nie trzeba (czyli zawsze). Ale jak się człowiek nauczy rozkładu jazdy, można poczuć się jak McGyver bez scyzoryka.

Jakie są Wasze ulubione zakątki Trójmiasta, które nie znajdują się na pierwszych stronach przewodników? Liczę na ciekawe podpowiedzi!
Ostatnio zaplanowałem spontaniczny wypad do Włoch, ale nie chciałem przepłacać za loty. Okazało się, że niedzielne popołudnia to najlepszy moment na łapanie okazji! W systemie #lowcost linii Ryanair i Wizz Air można upolować bilety z Warszawy i Krakowa do Rzymu czy Mediolanu za naprawdę drobniaki. Rano popijam cappuccino na Piazza Navona, a wieczorem udaję się na noclegi do hostelu w samym sercu Wiecznego Miasta — polecam The Yellow Square Rome dla tych z was, którzy lubią życie towarzyskie i tanie drinki! A co z jedzeniem? Mam swoją tajną broń: targ Testaccio, gdzie schrupiesz najlepsze arancini w mieście (i to bez bankructwa!). Jakie jeszcze inne skryte perełki warto odkryć? Co powiecie na podróż #pociagiem przez włoskie winnice?
Znacie to uczucie, kiedy wracasz z Japonii i twój organizm myśli, że kotlecik o 3 w nocy to najlepszy pomysł na świecie? Tak, tak, jet lag z Azji potrafi zmylić wszystko, co wiemy o zdrowym rozsądku. Ostatnio wróciłem z Tokio i serio, mój zegar biologiczny zaczął żyć własnym życiem. Wyobraźcie sobie - próbuję zasnąć przy dźwiękach porannego karaoke sąsiadów, bo mój mózg pamięta wciąż cudowne wieczory spędzone w tokijskich barach. Były chwile, kiedy po prostu chciałem zamienić się miejscami z tymi psami Hachiko - siedzieć całymi dniami bez ruchu i czekać na coś... tylko nie wiem na co 🤔.

A propos psów Hachiko - jeśli nie mieliście okazji zobaczyć tego kultowego miejsca, naprawdę warto! Chociaż może wasz organizm postanowi zrobić siestę na przystanku autobusowym zamiast kontemplować wielką miłość do człowieka. Mimo wszystko... w Tokio zawsze znajdzie się coś nowego do odkrycia. Może następnym razem spróbuję jakiejś sofy w kapsułowym hotelu - może one mają magiczne właściwości synchronizujące czas? #tokio jest pełne tajemnic...

Zawsze zastanawiałem się nad teorią spiskową dotyczącą japońskiego jedzenia i jego wpływu na jet lag. Czy to możliwe, że ramenik z pobliskiej uliczki ma zdolności przesuwania wskazówek zegara? Nasze sushi wieczorową porą nigdy nie smakuje tak dobrze jak tam... a na miejscu - czysta magia! A może to te automaty sprzedające ciepłe napoje poprawiają ogólny nastrój i pomagają jakoś przetrwać ten somnambuliczny koszmar? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.

Jakie są wasze strategie radzenia sobie z tą bezlitosną zmorą jet lagu? Ktoś próbował jogi o piątej rano albo kawowych ceremonii (ale nie tych typowych)? Czekam za mądrością ludu!

#japonia #jetlagwazji #ramenwtokio
Ruszając do Peru, moje serce biło jak szalone na myśl o Machu Picchu. Pomyślałam, że skoro jestem w stanie zrobić zakupy w Ikei bez mapy, to i tutaj dam sobie radę bez agencji! Oto jak udało mi się to zorganizować samodzielnie.

Na początek trzeba złapać pociąg z Ollantaytambo do Aguas Calientes — miasta bramy do Machu Picchu. Nie ma co się czarować, bilety na pociąg nie są najtańsze, ale przecież żyje się raz! Warto je kupić wcześniej online — coś jak rezerwacja miejsca na ulubionej kanapie przed Netflixem (#pociagdomachupicchu).

Noclegi? Jeśli komary nie są twoimi najlepszymi przyjaciółmi, to polecam poszukać czegoś solidnego w Aguas Calientes. Zatrzymałam się w małym hostelu blisko rzeki Urubamby — szum wody sprawił, że śniło mi się jezioro Titicaca (#noclegiaquascalientes).

Jedzenie? Świeżo wyciskane soki i ceviche — tego nie można przegapić! Upewnijcie się tylko, że macie wystarczająco dużo soczków na drogę powrotną.

Wchodząc na Machu Picchu warto pamiętać o bilecie wcześniej zakupionym online, bo byłoby głupio wdrapać się tam bez niego. Poza tym pamiętajcie o kremie z filtrem i mżawce radości nad ruinami Inków!

Podsumowując: samotna wyprawa do Machu Picchu była jak zdanie egzaminu na prawo jazdy – trochę stresująca, ale satysfakcja gwarantowana!

Zastanawiam się teraz nad kolejnymi peruwiańskimi szlakami. Może ktoś z Was robił podobną przygodę? Jakie inne atrakcje byście polecili poza klasykami?

Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć
Podróżując przez Transylwanię samochodem, poczułem się jak odkrywca z dawnych czasów. Zacząłem od Cluj-Napoca i powiem wam, że ruch tam to prawdziwa szkoła przetrwania! Ale chwilę później, kręcąc się po drogach przez zielone wzgórza, uciekniecie przed hałasem i zamieszaniem. Najbardziej zapadający w pamięć moment? Chwila spotkania z trasą Transfogaraską. Jeśli lubicie zakręty bardziej niż kasyno — to jest wasz raj!

Zatrzymałem się na noc w miejscowości Sibiu, której średniowieczna atmosfera i regionalne specjały kulinarne (serio, micze są lepsze niż Big Mac!) robią robotę. Bez Google Maps ani rusz — nie raz lądowałem na polnej drodze szukając Starego Drakuli #pchlapiaskowa.

A co z tankowaniem w Rumunii? Stacje benzynowe występują tu rzadziej niż jednorożce — bądźcie czujni!

Macie jakieś legendarne historie z tras Transylwanii? Podzielcie się!
W zeszłym miesiącu udało mi się wyrwać do Włoch za mniej niż cenę porządnej pizzy. Mówię o locie z Warszawy do Rzymu za jedyne 89 PLN w dwie strony! Linia Ryanair oferuje czasem takie perełki, więc warto śledzić ich promocje i mieć elastyczny kalendarz. Skusiłem się też na pociąg Frecciarossa – od 9 EUR (ok. 40 PLN) z Rzymu do Florencji, to prawdziwa rakieta pośród kolei! Co ważne, bilety kupujcie wcześniej online.

Jeśli chodzi o noclegi, polecam hostel YellowSquare na ul. Palestro 51 w Rzymie – czysto i tanio jak barszcz: od 20 EUR (90 PLN) za łóżko w pokoju wieloosobowym. Na jedzenie nie wydawajcie fortuny w turystycznych miejscach; małe trattorie dają radę za ok. 10-15 EUR (45-70 PLN) za danie dnia plus drink.

Tip na bagaż: pakujcie wszystko w plecak podręczny – żadne dodatkowe opłaty! #taniepodroze #bialewlosipadly

Zastanawia mnie jednak jedno – macie jakieś wskazówki odnośnie taniego zwiedzania Wenecji bez bankructwa? Czekam na porady!
Jak przetrwać Delhi Belly: pierwsze symptomy i rady
Skorpiony w Grecji i Chorwacji – mit czy rzeczywistość?
Choroba wysokościowa: Znaj swoje ograniczenia na szczytach

Akceptuje politykę prywatności i ciasteczka na stronie które zostały opisane w pod adresem https://triptime.pl/polityka-prywatnosci