Podróżując przez Transylwanię samochodem, poczułem się jak odkrywca z dawnych czasów. Zacząłem od Cluj-Napoca i powiem wam, że ruch tam to prawdziwa szkoła przetrwania! Ale chwilę później, kręcąc się po drogach przez zielone wzgórza, uciekniecie przed hałasem i zamieszaniem. Najbardziej zapadający w pamięć moment? Chwila spotkania z trasą Transfogaraską. Jeśli lubicie zakręty bardziej niż kasyno — to jest wasz raj!
Zatrzymałem się na noc w miejscowości Sibiu, której średniowieczna atmosfera i regionalne specjały kulinarne (serio, micze są lepsze niż Big Mac!) robią robotę. Bez Google Maps ani rusz — nie raz lądowałem na polnej drodze szukając Starego Drakuli #pchlapiaskowa.
A co z tankowaniem w Rumunii? Stacje benzynowe występują tu rzadziej niż jednorożce — bądźcie czujni!
Macie jakieś legendarne historie z tras Transylwanii? Podzielcie się!