Nie dalej jak wczoraj, utwierdziłem się w przekonaniu, że PKP to prawdziwa loteria! Myślałem, że podróż z Poznania do Gdańska będzie bułką z masłem. Ale moja naiwność osiągnęła apogeum już na dworcu. Pociąg spóźniony o... uwaga... 78 minut! Zastanawiałem się, czy zapowiedziany czas opóźnienia to faktyczna informacja czy może metaforyczne " aż po świcie". Kiedy już nabożnie czekałem na peronie, usiłując nie rozpuścić się od gorącej herbaty kupionej za fortunę w dworcowej kawiarni, nadeszła kolejna niespodzianka: zmiana peronu w ostatniej chwili! I bujasz się jak oszalały z jednego końca dworca na drugi, z walizką domagającą się azylu.
Czy ktoś jeszcze czuje ten absurdalny urok? Jak Wy radzicie sobie z tą egzotyką polskiej kolei? Czy można się do tego przyzwyczaić? Jestem ciekaw Waszych historii i doświadczeń. #polska #pociagiwnaszymkraju #przygodynaperonie
Czy ktoś z Was był w Trójmieście i zrobił sobie ambitny plan zwiedzenia wszystkiego w trzy dni? No cóż, ja postanowiłem być minimalistą — wybiegłem tramwajem w stronę Oliwy, gdzie czekała na mnie największa niespodzianka: katedra z jej organami. Nie wiem, czy to czary, ale ten dźwięk zmusił mnie do refleksji nad życiem. W Gdańsku zacząłem oczywiście od Długiego Targu, bo przecież jakże inaczej?! Znalazłem tam nie tylko Neptuna, ale i moją zgubioną motywację do robienia zdjęć. Uwaga: gołębie pilnują posągów, więc lepiej coś im przynieść w ofierze (najlepiej okruchy!).
Sopot przywitał mnie molem i odwiecznym pytaniem: dlaczego jest tak długi? Chciałem zainwestować w spacer brzegiem morza, ale tłumy skutecznie pokazały mi inny wyraz słowa 'ocean'. Dla odmiany postanowiłem zajrzeć do Kawiarni Lajkonik na kawę i ciasto — polecam każdemu chwilę relaksu przy słodkościach.
Transport? SKM to złoto! Śmiga pomiędzy tymi miastami jak w amoku, a klimatyzacja działa nawet wtedy, gdy nie trzeba (czyli zawsze). Ale jak się człowiek nauczy rozkładu jazdy, można poczuć się jak McGyver bez scyzoryka.
Jakie są Wasze ulubione zakątki Trójmiasta, które nie znajdują się na pierwszych stronach przewodników? Liczę na ciekawe podpowiedzi!
Hej Bartek! Dzięki za relację z Trójmiasta. Wybieram się tam w przyszłym miesiącu i na pewno odwiedzę te miejsca, o których pisałeś. Ze swojej strony mogę polecić spacer po Orłowskim Klifie w Gdyni — widoki są tam oszałamiające, a poza sezonem można złapać trochę spokoju. Jeśli lubisz street art, koniecznie zajrzyj na Zaspę, gdzie blokowiska skrywają prawdziwe dzieła sztuki. #TrójmiejskiStreetArt
Znacie to uczucie, kiedy budzicie się rano z genialnym planem zdobycia Rysów i myślicie, że jesteście gotowi na wszystko? No cóż, ja byłem megapełen entuzjazmu... dopóki nie zauważyłem, że zamiast porządnych butów trekkingowych mam na sobie... klapki. 🤦♂️ Cały mój #genialnyplan runął szybciej niż lawina w Tatrach.
Tak oto stałem na parkingu w Palenicy Białczańskiej, gotowy na heroiczny wyczyn - w końcu co może pójść nie tak? W końcu robiłem kiedyś zakupy w podobnym obuwiu! Spoiler: wszystko poszło nie tak. Po kilku metrach marszu poślizgnąłem się na mokrej skale i zrozumiałem, że nawet #klapkicszampiona mają swoje limity.
Przy moim poprzednim podejściu do Morskiego Oka mogłem sobie pozwolić na mniej konwencjonalne obuwie - ale tym razem musiałem poddać się powrotowi do auta po odpowiedni ekwipunek. Lekcja nauczyła mnie jednego: Tatry to nie plaża.
Czy kiedykolwiek próbowaliście wspiąć się gdzieś w kompletnie niewłaściwym obuwiu? A może macie historię o jeszcze dziwniejszej górskiej modzie? Dajcie znać!
Maciek, chłopie, co za przygoda! Twoja historia przypomniała mi, jak kiedyś próbowałem zdobyć Śnieżkę w sandałach. Nawet nie zaczynaj! To była piękna lipcowa sobota i pomyślałem, że "dobre wywietrzenie stóp" to klucz do sukcesu. Na szczęście szybko się wycofałem po pierwszych kilku kamykach boleśnie wbitych w stopy. Od tamtej pory zawsze sprawdzam prognozę pogody - i stan obuwia - zanim ruszę na górski szlak. #uczsiezmoichbłędów
Bieszczady jesienią to była decyzja podjęta nieco impulsywnie, ale to właśnie w tym tkwiła jej magia. Wsiadłem do pociągu z Warszawy do Rzeszowa, a potem przesiadka na autobus do Ustrzyk Górnych. Osobiście polecam wybrać Polski Bus - komfortowo i niedrogo. Jesień w Bieszczadach to coś wyjątkowego, krajobraz zmienia się niczym kalejdoskop.
Co warto zabrać? Na pewno dobrą parę butów trekingowych - błoto potrafi być zdradliwe! Mój ulubiony szlak wiedzie przez Tarnicę, najwyższy szczyt polskich Bieszczadów. Trampki będą miały tam trudne przeprawy! Nie zapomnij też o kurtce przeciwdeszczowej, pogoda bywa kapryśna jak lokalny bimber. Apropos bimbru - nie jechałem bez termosu pełnego herbaty z domieszką rozgrzewającego specjału.
Gdzie spać? Schronisko na Przełęczy Bukowskiej to mój wybór numer jeden. Klimatycznie, z widokiem na Połoniny. Polecam rezerwować wcześniej, bo miejsc mało, a chętnych dużo. A jeśli wolisz bardziej "pocztówkowe" widoki przy śniadaniu, odwiedź Bacówkę pod Małą Rawką.
Na koniec szykujcie trochę gotówki – nawet najbardziej zaprawieni górscy wędrowcy skuszą się na placki ziemniaczane w barze "Pod Żubrem"! Serio, najlepsze jakie jadłem od lat.
A teraz pytanie: jakie są wasze ulubione jesienne miejsca w Bieszczadach? Może ktoś ma swoje sekrety na mniej zatłoczone szlaki?
Maciek, co do jesieni w Bieszczadach masz rację, ale Tarnica to nie wszystko! Jak masz ochotę na mniej zatłoczone spacerki, to polecam szlak do Chatki Puchatka na Połoninie Wetlińskiej. W zeszłym roku byłem tam we wrześniu i było naprawdę spokojnie, a widoki zapierają dech. Jeśli szukasz jedzenia, to bar w Cisnej przy drodze miedzy Leskiem a Ustrzykami Dolnymi serwuje wyśmienite pierogi. A jak już mowa o napojach to obowiązkowo spróbuj lokalnego miodu pitnego. #BieszczadyJesienią
Czy kiedykolwiek zdarzyło Wam się przemierzać urokliwe tatrzańskie szlaki z nadzieją na chwile relaksu, a zamiast tego usłyszeć... remix hitów disco polo? No właśnie. Wybrałem się ostatnio na spacer do Morskiego Oka – klasyka, wiem, ale zawsze działa na zmysły. Tym razem jednak było inaczej. Szłam sobie spokojnie, podziwiając widoki i wsłuchując się w szum drzew, gdy nagle zza zakrętu wyłania się grupa turystów uzbrojonych nie tylko w kijki trekkingowe, ale i potężny głośnik Bluetooth. Nie mogę powiedzieć, żeby szczytowy moment 'Jolka Jolka' był czymś, co pasowało do tej scenografii.
Rozumiem potrzebę dzielenia się muzyką i chęć podkręcenia atmosfery, ale może są granice? Zabawne jest to, że im dalej w las (dosłownie), tym głośniej. Kto by pomyślał, że idąc szlakiem pośród natury poczujesz się jak na wiejskim festynie? Nie mówiąc już o biednych zwierzętach, które pewnie myślą o emigracji.
Moim zdaniem góry mają być azylem ciszy i spokoju. A teraz wygląda to tak: idziesz sobie majestatyczną drogą pod górkę i bum! Festiwal muzyczny prosto z plecaka sąsiada spacerowicza. Powiedzcie mi, gdzie tu logika?
Czy ktoś jeszcze uważa, że przydałby się zakaz głośnej muzyki na szlakach? Może strażnicy parku powinni nosić zestawy karaoke, żebyśmy mogli wyrównywać dźwiękowe szanse? Może pora zacząć rozdawać ulotki „Jak kochać Tatry bez decybeli”? Jestem ciekaw Waszych doświadczeń i czy macie podobne historie „koncertowe”. A może macie inne sposoby na radzenie sobie z takimi sytuacjami?
#polska #tatry #spacerpoganach #muzykawgorach
Tomku, aż się uśmiałem z tego "festiwalu muzycznego prosto z plecaka"! Też miałem podobną sytuację w Bieszczadach parę lat temu. Ale zamiast disco polo, ktoś postanowił umilić spacer górski death metalem. Co ciekawe, ani ja, ani żaden z napotkanych turystów nie mieliśmy odwagi zwrócić uwagi tej grupie. A Ty próbowałeś jakoś zareagować na ten taneczny incydent? Może to jakiś nowy trend, a my o tym po prostu nie wiemy? #naświeżympowietrzu
Zima w Tatrach to nie lada wyzwanie, ale i prawdziwa gratka dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z górami. Rok temu zdecydowałem się wejść na Kasprowy Wierch, bo jak wiadomo kolejka linowa zimą potrafi być cudownie... zamarznięta. Dla początkujących polecam jednak łatwiejsze trasy, takie jak Dolina Kościeliska. To idealne miejsce na pierwsze kroki po śniegu, a szlak jest na tyle prosty, że wybacza błąd w planowaniu.
Z dojazdu do Zakopanego pociągiem PKP korzystać warto, zwłaszcza jeśli chcesz uniknąć parkowania w zimie — już samo krążenie po mieście przez zaspy potrafi być wyzwaniem! Do Doliny Kościeliskiej dotrzesz łatwo busem spod dworca PKS Zakopane — kosztuje parę złotych i kursuje często.
A co z jedzeniem? Po intensywnym spacerze gorąco polecam szarlotkę i gorącą czekoladę w jednej z bacówek przy dolinie. Nocleg? Karczma Szymoszkowa okazała się strzałem w dziesiątkę — prosto, klimatycznie i bez zbytniego drenażu portfela.
Tatry zimą nie muszą być tylko dla twardych zawodowców. A Ty? Masz swoje ulubione zimowe szlaki dla początkujących? Podziel się nimi tutaj!
Też byłem w Dolinie Kościeliskiej, ale latem — inna bajka! Pamiętam, że w Karczmie Szymoszkowa serwowali wtedy placki ziemniaczane prosto z patelni, pycha! #TatryLatem
Znacie to uczucie, kiedy wspinacie się na szczyt, serce bije w rytm Tatr i nagle zamiast szumu wiatru słyszycie najnowsze hity zarzynane z przenośnego głośnika? Niby jesteśmy w sercu natury, a czuję się jakbym stał pod blokiem w centrum miasta. W zeszłą sobotę postanowiłem wybrać się na Giewont, podobno #mustsee każdego miłośnika górskim eskapad. To miał być dzień pełen majestatu i ciszy, ale zamiast tego częstowały mnie dźwięki techno rozbrzmiewające na całym szlaku! Czy naprawdę potrzebujemy muzyki na łonie przyrody? Jakby Tatry nie miały swojego unikalnego soundtracku – śpiew ptaków, szum strumyków, a ja dostaję "darudę"...
Najbardziej frustrujące jest to, że nie jestem sam z tym zdaniem! Widziałem innych turystów przewracających oczami i próbujących uciec gdzie indziej. A może to ja jestem z innej epoki i obecni miłośnicy gór lubią swoje wyprawy z DJ-em w tle? Jedno jest pewne – ta moda rozprzestrzeniła się jak wirus po wszystkich znanych szlakach. No bo wiecie, nic tak nie uspokaja jak dobra techniawka na Radhošťu!
Nie zrozumcie mnie źle – uwielbiam muzykę! Ale są miejsca naturalnie przeznaczone do konsumpcji dźwięków: koncerty, kluby czy własna kanapa. Góry jednak wolę bez akompaniamentu Justina Biebera... Serio mówiąc, jeśli ktoś jeszcze raz puści "Despacito" na Kasprowym Wierchu, bez mrugnięcia okiem ruszę do ataku ze śnieżką! Może by tak pomyśleć nad regulaminem zakazującym przenośnych głośników? Boję się tylko, że zaraz pojawią się spekulanci sprzedający „przemytnicze” zestawy głośnikowe przed wejściem na szlak.
Co Wy na to? Czy czaicie mój ból i myśli o zakazie byłyby dobrym pomysłem? Może macie inne historie związane z nieoczekiwanymi dźwiękami podczas waszych podróży?
Mazury kajakiem to czysta przyjemność! Pamiętam, jak kilka lat temu po raz pierwszy wsiedliśmy z kumplem do kajaka na Jeziorze Nidzkim. Rozpoczęliśmy naszą 4-dniową trasę z Rucianego-Nidy i od razu wpadliśmy w wir przygód. Miejscowe wiewiórki okazały się bardziej zainteresowane naszym prowiantem niż my sami!
Planując trasę, polecam zacząć właśnie tutaj i kierować się przez jezioro Bełdany aż do Mikołajek. To około 30 km dziennie, więc przygotujcie się na kilka solidnych machnięć wiosłem. Pierwszy dzień rekomenduję zakończyć na wyspie U Faryja — niezła miejscówka na biwak, a widok zachodzącego słońca nad taflą jeziora jest wart każdej opuchniętej dłoni.
Warto też zrobić przystanek na Krutyni — to raj dla miłośników przyrody, gdzie czas płynie inaczej. Dosłownie zatrzymajcie się i posłuchajcie śpiewu ptaków (serio, to nie tylko mit).
Jakie macie ulubione trasy kajakowe na Mazurach? Może gdzieś odkryliście ukryty skarb? #polska #mazury #kajakowanie #jezionidzkie
Marcin, zgadzam się, że Mazury to czad, ale pamiętajcie o jednym: kapok to podstawa! Nieraz widziałem, jak ludzie pływali bez zabezpieczenia i mało brakowało do kąpieli. Co do jedzonka, polecam zabrać własny prowiant — ceny w lokalnych sklepikach momentami mogą zaskoczyć bardziej niż te w Warszawie. A jeśli planujecie nocleg w Mikołajkach, to warto wcześniej zarezerwować coś przez internet — w sezonie wszystko znika jak świeże bułeczki. #praktycznerady
Ostatni weekend postanowiłem spędzić nieco inaczej i wybrałem się w stronę Trójmiasta. Czujecie ten dreszczyk, gdy pakujecie plecak na spontaniczną wyprawę? No więc, padło na Gdańsk, Sopot i Gdynię w jednym podejściu. Zaczęło się od przyjazdu do Gdańska — piękne stare miasto z jego Rezydencją Mikołaja Kopernika i tymi wszystkimi kamienicami, które wyglądają jak z pocztówki. Ale co najbardziej mnie urzekło to Żuraw nad Motławą! Kto by pomyślał, że taki stary dźwig może być tak fascynujący?
A skoro już jesteśmy przy starych rzeczach, zapuściłem się do Europejskiego Centrum Solidarności. Powiem Wam — kawał historii w jednym miejscu! Ale żeby nie było aż tak poważnie, zaraz wskoczyłem do kolejki SKM-ka i pojechałem prosto do Sopotu. Wiecie co jest najlepsze w Sopocie? Tak, tak — molo oczywiście! Wbija człowiek stopę na deski i czuje ten wiatr we włosach oraz zapach smażonej ryby gdzieś w oddali.
Nocne życie również daje radę. Krótki spacer po Monciaku (ul. Bohaterów Monte Cassino) to jak podróż przez labirynt barów i knajp, gdzie każda oferuje coś innego — od browaru rzemieślniczego po drinka z palemką.
Dzień trzeci: Gdynia! Poszedłem zobaczyć Klif Orłowski — idealne miejsce na chillout z widokiem morza. Trochę trzeba powspinać się po pagórkach, ale uwierzcie mi — warto dla tych widoków!
Trójmiasto ma w sobie coś niesamowitego. Każde z tych miejsc ma swoją własną duszę i klimat. Mam tylko jedno pytanie: czy ktoś wie, gdzie jeszcze można znaleźć takie świetne punkty widokowe w okolicach Trójmiasta? Może macie swoje sekrety?
#polska #trojmiasto #zurawnadmotlawa #moloisopockie
Hej Ola, dzięki za inspiracje! Wybieram się do Trójmiasta w przyszły miesiąc i już nie mogę się doczekać wizyty na Klifie Orłowskim. Słyszałem też, że jeśli masz ochotę na mniej znany punkt widokowy, warto spróbować dostać się na wieżę widokową Jaśkowa Dolina w Gdańsku – trochę spaceru, ale podobno krajobraz wynagradza. A ceny lokalnych specjałów? Trochę mnie przerażają, bo smażona ryba potrafi kosztować małą fortunę! Jak masz jeszcze jakieś skarby w zanadrzu, daj znać! #TrójmiastoExpedition
Kiedy po raz pierwszy usiadłem w kajaku na Mazurach, poczułem się jak odkrywca w krainie 1000 jezior! Najlepsza trasa? Bez dwóch zdań, Rzeka Krutynia — 102 km czystej przygody. Startuję zazwyczaj z Sorkwit, gdzie można zjeść najlepszą rybę z patelni w całym województwie (#rybkaSorkwity), a kończę w Rucianem-Nidzie, podziwiając przez cały czas malownicze krajobrazy Puszczy Piskiej.
Kajakowanie tam to emocje i spokój jednocześnie; mijasz bobry budujące swoje tamy i łabędzie pilnujące młodych. Protip: pomiędzy Ukta a Nowy Most znajdziecie miejsce idealne na biwak — #biwaknadKrutynia. Nie zapomnijcie o odcinkach z wyzwaniami, jak nieco rwący strumień za miejscowością Krutyń, gdzie łatwo można poczuć dopływ adrenaliny.
Transport? Autem najlepiej do Sorkwit. Tam zostawiasz auto i wypożyczasz kajak (rezerwacja online to must-have). A co jeśli masz jeszcze pomysły na inne wodne szlaki?
Które jeziora mazurskie są według Was najlepsze na nocny relaks pod gwiazdami?
Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć
Czy na trasie Krutyni zaobserwowałeś jakieś konkretne miejsca, gdzie można bez problemu zakupić świeże ryby prosto z jeziora? Pytam, bo słyszałem różne opinie o cenach w okolicy! #rybymarzenie