ola.podroze


Kraje odwiedzone przez użytkownika ola.podroze


Zastanawiałem się, jak to jest być niemal gwiazdą, ale jedno popołudnie na Bali szybko sprowadziło mnie na ziemię. Wyobraźcie sobie: niedziela, gorąco jak w piekle, a ja stoję w korku na Gianyar. Powód? Czekamy na ceremonię z udziałem lokalnego szamana i 1500 turystów z selfie-stickami. Serio, miałem wrażenie, że wszyscy ci ludzie przyjechali tylko po to, by zrobić zdjęcie i wrócić do hotelu.

Właśnie dlatego: transport! Miejscowi kierowcy kochają swoje skutery bardziej niż życie. Spróbuj wskoczyć za kółko i zobaczysz jak szybko staną się twoimi najlepszymi przyjaciółmi (lub wrogami). Radzę: wypożycz skuter tylko wtedy, gdy masz doświadczenie. Dla tych mniej odważnych — złap taksówkę z aplikacji lub negocjuj z prywatnymi przewoźnikami.

O jedzeniu mógłbym mówić godzinami! Unikaj miejscówki, gdzie turyści rzucają się na 'authentic balinese cuisine', bo serwują tam jedzenie równie autentyczne co gildia piratów LEGO. Szukaj warungów — małych rodzinnych knajpek. Tu się poznaje prawdziwą kuchnię Bali bez przepłacania.

A noclegi? Jeśli nie planujesz być celem dla lokalnych skutermistrzów o świcie (czyli kogut), zamieszkaj dalej od głównych tras turystycznych. Trafisz na tanie perełki z widokiem lepszym niż zaniedbany basen pełen dzieciaków.

Myśląc o budżecie: wydasz fortunę na atrakcje turystyczne typu temple tour czy jungle swing, chyba że masz co najmniej piętnaście kontentu twórczych zdjęć do wrzucenia później!

Czy ktoś miał podobne przeżycia lub zna inne 'pułapki'? #bali #balicuisine #balitransport #scootersonbali
Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak to jest poczuć się jak Indiana Jones, Petra w Jordanii to miejsce, gdzie twoje marzenia mogą stać się rzeczywistością. Moje pierwsze wrażenie? Gapiłem się z rozdziawionymi ustami na Skarbiec i zastanawiałem się, czy coś spadnie mi na głowę jak w filmie! Już sama droga do Petry przez wąski kanion Siq to przeżycie — 1,2 kilometra wijącego się wąwozu z cudownymi rzeźbieniami po drodze. Warto mieć dobre buty i dużo wody.

Wadi Rum to z kolei inny świat. Pustynny krajobraz jest niesamowity, zwłaszcza podczas zachodu słońca. Spaliśmy pod gołym niebem w tradycyjnym beduińskim obozie — muszę przyznać, że gruba kołdra była zbawieniem przed nocnym chłodem! Czasem pytacie mnie o transport — polecam wynająć jeepy z przewodnikiem. Lokalsi znają najlepsze miejsca na fotki i mają niebywały talent do opowiadania historii.

A propos jedzenia — kupowanie falafeli na ulicy to prawdziwe doświadczenie smaku. Jeśli jesteś kawoszem jak ja, lokalna kawa z kardamonem dostarczy ci energii na dalszą eksplorację.

Ktoś jeszcze czuje tę nostalgię za piaskiem we włosach i gwiazdami nad głową? A może macie swoje ulubione pustynne historie? Podzielcie się swoimi doświadczeniami!

#jordania #petra #wadirum #skarbiecpetry
Mój wypad do Jordanii z początku był jak podróż na Marsa, zwłaszcza kiedy stanąłem oko w oko z monumentalną Petrą. Pamiętam, jak szedłem przez Siq – ciasny kanion prowadzący do Skarbca. Ta chwila, gdy nagle wyrasta przede mną ta starożytna fasada, była niczym scena wyjęta z Indiany Jonesa. Przy okazji, radzę wstać o świcie, żeby uniknąć tłumów i skorzystać z magicznego porannego światła.

Potem przyszła kolej na Wadi Rum. Czy latałem balonem? Nie! Ale jazda jeepem przez pustynne krajobrazy miała swój urok – szczególnie gdy się zatrzymaliśmy i dostaliśmy herbatę od Beduinów. Nie mogłem oprzeć się myśli: "To musi być najładniejsze miejsce na Ziemi dla tych wielbłądów".

Ktoś próbował może wspiąć się na Jebel Burdah? Podobno widok jest nieziemski! Albo skoczył na safari na grzbiecie dromadera?

Zainspirowany pustynnymi przygodami, zastanawiam się co jeszcze ma do zaoferowania Jordanija — macie jakieś ukryte perełki do polecenia? #jordania #petra #wadirumadventure #beduinskaherbata
Zima w Tatrach to nie lada wyzwanie, ale i prawdziwa gratka dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z górami. Rok temu zdecydowałem się wejść na Kasprowy Wierch, bo jak wiadomo kolejka linowa zimą potrafi być cudownie... zamarznięta. Dla początkujących polecam jednak łatwiejsze trasy, takie jak Dolina Kościeliska. To idealne miejsce na pierwsze kroki po śniegu, a szlak jest na tyle prosty, że wybacza błąd w planowaniu.

Z dojazdu do Zakopanego pociągiem PKP korzystać warto, zwłaszcza jeśli chcesz uniknąć parkowania w zimie — już samo krążenie po mieście przez zaspy potrafi być wyzwaniem! Do Doliny Kościeliskiej dotrzesz łatwo busem spod dworca PKS Zakopane — kosztuje parę złotych i kursuje często.

A co z jedzeniem? Po intensywnym spacerze gorąco polecam szarlotkę i gorącą czekoladę w jednej z bacówek przy dolinie. Nocleg? Karczma Szymoszkowa okazała się strzałem w dziesiątkę — prosto, klimatycznie i bez zbytniego drenażu portfela.

Tatry zimą nie muszą być tylko dla twardych zawodowców. A Ty? Masz swoje ulubione zimowe szlaki dla początkujących? Podziel się nimi tutaj!
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak to jest spędzić weekend w Paryżu, nie wypalając dziury w portfelu? Oto moja relacja z tego szaleńczego weekendu, gdzie każda chwila była magiczna, a euro... no cóż, były ograniczone. Przylot do Paryża późnym wieczorem to najlepsze co mogło mi się przytrafić — loty tańsze jak barszcz! Nocleg znalazłem dzięki #hostelpodeweltą, czyli sporą dawką cierpliwości i internetu. Hostel skromny, ale za to z widokiem na podwórko pełne urokliwych gołębi (i odgłosów pędraków).

Pierwszy dzień spędziłem na klasyce gatunku: Luwr (nie żeby wejść — kto by czekał w tej kolejce?), sesje zdjęciowe z Mona Lizą przez okno! Potem ruszyłem spacerkiem w stronę Wieży Eiffla. Tutaj pro tip: najlepiej oglądać ją z daleka o złotej godzinie — raz że taniej, dwa że doskonała pora na niewinnie zazdrosne spojrzenia turystów robiących selfie.

W kwestii jedzenia znalazłem swoje kulinarne eldorado przy Rue Cler, uliczki pełnej piekarni oferujących bagietki tak pyszne, że aż zapomniałem o glutenie! Na obiad wybrałem budżetową wariację croque monsieur — wersja we własnym wydaniu na ławce w parku. Jak dobry Polak dostałem gęsiej skórki zachwytu!

Drugi dzień rozpoczął się od wizyty na Montmartre. Wchodziłem pieszo i upajałem się darmowymi widokami oraz sztuką uliczną, która czasem była lepsza niż te wszystkie muzealne cuda (serio!). Nie obyło się bez robienia zdjęć przy #moulinrougenazarcie — wyniki przetrwania dla potomnych całkowicie gratis!

Na koniec zamknąłbym ten wyjazd odwiedzając targi Saint-Ouen z ciekawymi starociami i oryginalnymi bibelotami (ktoś jeszcze pamięta magnetofony?). Pytanie do was: jakie są wasze ulubione sposoby na tanie podróżowanie po Paryżu bez utraty duszy rezerwowego zawodnika portfela? Czekam na wasze podpowiedzi!
Ostatni weekend postanowiłem spędzić nieco inaczej i wybrałem się w stronę Trójmiasta. Czujecie ten dreszczyk, gdy pakujecie plecak na spontaniczną wyprawę? No więc, padło na Gdańsk, Sopot i Gdynię w jednym podejściu. Zaczęło się od przyjazdu do Gdańska — piękne stare miasto z jego Rezydencją Mikołaja Kopernika i tymi wszystkimi kamienicami, które wyglądają jak z pocztówki. Ale co najbardziej mnie urzekło to Żuraw nad Motławą! Kto by pomyślał, że taki stary dźwig może być tak fascynujący?

A skoro już jesteśmy przy starych rzeczach, zapuściłem się do Europejskiego Centrum Solidarności. Powiem Wam — kawał historii w jednym miejscu! Ale żeby nie było aż tak poważnie, zaraz wskoczyłem do kolejki SKM-ka i pojechałem prosto do Sopotu. Wiecie co jest najlepsze w Sopocie? Tak, tak — molo oczywiście! Wbija człowiek stopę na deski i czuje ten wiatr we włosach oraz zapach smażonej ryby gdzieś w oddali.

Nocne życie również daje radę. Krótki spacer po Monciaku (ul. Bohaterów Monte Cassino) to jak podróż przez labirynt barów i knajp, gdzie każda oferuje coś innego — od browaru rzemieślniczego po drinka z palemką.

Dzień trzeci: Gdynia! Poszedłem zobaczyć Klif Orłowski — idealne miejsce na chillout z widokiem morza. Trochę trzeba powspinać się po pagórkach, ale uwierzcie mi — warto dla tych widoków!

Trójmiasto ma w sobie coś niesamowitego. Każde z tych miejsc ma swoją własną duszę i klimat. Mam tylko jedno pytanie: czy ktoś wie, gdzie jeszcze można znaleźć takie świetne punkty widokowe w okolicach Trójmiasta? Może macie swoje sekrety?

#polska #trojmiasto #zurawnadmotlawa #moloisopockie
Czy ktoś z Was odczuwa nierozsądny pociąg do zamków, czy to tylko ja? Ostatnio postanowiłem zrobić objazdówkę po Polsce i odwiedzić kilka z nich. Zapraszam na moje top 5 polskich zamków, które warto zobaczyć, jeśli lubicie tajemnicze korytarze i trochę historii w powietrzu! Po pierwsze, Zamek Czocha — legenda głosi, że skrywał wiele tajemnic i skarbów. Już samo dojście do niego przez most na jeziorze Leśniańskim robi wrażenie! Druga pozycja to Zamek Ogrodzieniec — ruiny na wzgórzu, które zachwycą każdego fotografa amatorkiego. Słynnym jest też Zamek Królewski na Wawelu w Krakowie. Nie trzeba go przedstawiać, legendy o Smoku Wawelskim są bardziej realne niż niektóre wiadomości w telewizji! Zamkiem Topacz pod Wrocławiem również warto się zainteresować — można tam czasem natknąć się na ciekawe wystawy motoryzacyjne. Na koniec, majestatyczny Zamek w Malborku. Gotyk pełną gębą! Sprawdźcie sami jak to jest zgubić się tam podczas zwiedzania! Jakie jeszcze zamki powinienem dopisać do swojej listy? #polska #zamekwmalborku #smokwawelski #zamekogrodzieniec
Czy ktoś z Was, drodzy wędrowcy, miał ostatnio okazję podążać pięknymi szlakami w Tatrach i zamiast szumu strumienia słyszał... najnowszy hit disco polo? Serio, czy to już stały element krajobrazu górskiego? Właśnie wróciłem z trekkingu po Dolinie Kościeliskiej, gdzie miałem nadzieję uciec od zgiełku miasta i przytulić się do natury. Ale nie! Musiałem konkurować z „bumbum” sączącym się z czyjegoś przenośnego głośnika. Czy naprawdę muszę zabierać ze sobą stoperki na łoni przyrody? #tatry #gory

Próbowałem podziwiać malownicze widoki, a jedyne co udało mi się złapać to pulsujący rytm basu. Nie mówię, że muzyka jest czymś złym, ale serio – dlaczego akurat na szlaku? Gdyby jeszcze była to Vivaldi, może przymknąłbym oko... Może.

Oczywiście nikt nie przerwie swojej playlisty tylko dlatego, że ktoś obok chce cichej kontemplacji. Niektórzy mogą pomyśleć sobie: „Hej, skoro ktoś pisze 'Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć' czytając o odosobnieniu i dzikiej naturze, to czemu nie mogę sobie zrobić prywatnej imprezy na Równi Krupowej?”. Z jednej strony śmieszne, z drugiej momentami tak absurdalne jak orkiestra symfoniczna grająca podczas koncertu rockowego.

OK, już kończę to narzekanie. Chciałem tylko zapytać: czy tylko ja jestem tak beznadziejnie staromodny? Może ktoś ma jakieś historie o innych absurdach z polskich szlaków?
Przybyłem do Tajlandii na 3 tygodnie z planem zwiedzenia jak najwięcej za rozsądny budżet. Okazało się, że to możliwe, o ile dobrze zaplanujesz! Mój lot do Bangkoku kosztował mnie 2200 PLN w dwie strony. Po przylocie warto od razu wymienić gotówkę na lotnisku Suvarnabhumi – kursy są całkiem przyzwoite.

Zakwaterowanie w hostelu w centrum Bangkoku zaczyna się od 400 THB/noc (ok. 50 PLN). Jeżeli chcesz przeżyć coś wyjątkowego, polecam rejs łodzią przez kanały – to tylko 20 THB (2,50 PLN). Nie może zabraknąć wizyty w Wat Pho – bilet za zaledwie 200 THB (25 PLN), a świątynia otwarta jest codziennie od 8:00 do 17:00.

Jedzenie? Street food rządzi! Pad Thai na ulicy Khaosan kosztuje około 50 THB (6 PLN). Pamiętaj jednak unikać soków z lodem, jeśli masz wrażliwy żołądek.

Transport między miastami jest tani i wygodny. Z Bangkoku do Chiang Mai dotrzesz pociągiem sypialnym za ok. 800 THB (100 PLN) – nie zapomnij rezerwacji miejsca wcześniej!

Ktoś z was ma inne wskazówki co do #nocleghostelach albo jakie miejsca omijać szerokim łukiem?

#tajlandia #tajskastritfud
Gruziński Szlak Winny: Odkryj Kachetię i jej Wina

Akceptuje politykę prywatności i ciasteczka na stronie które zostały opisane w pod adresem https://triptime.pl/polityka-prywatnosci