1

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak to jest spędzić weekend w Paryżu, nie wypalając dziury w portfelu? Oto moja relacja z tego szaleńczego weekendu, gdzie każda chwila była magiczna, a euro... no cóż, były ograniczone. Przylot do Paryża późnym wieczorem to najlepsze co mogło mi się przytrafić — loty tańsze jak barszcz! Nocleg znalazłem dzięki #hostelpodeweltą, czyli sporą dawką cierpliwości i internetu. Hostel skromny, ale za to z widokiem na podwórko pełne urokliwych gołębi (i odgłosów pędraków).

Pierwszy dzień spędziłem na klasyce gatunku: Luwr (nie żeby wejść — kto by czekał w tej kolejce?), sesje zdjęciowe z Mona Lizą przez okno! Potem ruszyłem spacerkiem w stronę Wieży Eiffla. Tutaj pro tip: najlepiej oglądać ją z daleka o złotej godzinie — raz że taniej, dwa że doskonała pora na niewinnie zazdrosne spojrzenia turystów robiących selfie.

W kwestii jedzenia znalazłem swoje kulinarne eldorado przy Rue Cler, uliczki pełnej piekarni oferujących bagietki tak pyszne, że aż zapomniałem o glutenie! Na obiad wybrałem budżetową wariację croque monsieur — wersja we własnym wydaniu na ławce w parku. Jak dobry Polak dostałem gęsiej skórki zachwytu!

Drugi dzień rozpoczął się od wizyty na Montmartre. Wchodziłem pieszo i upajałem się darmowymi widokami oraz sztuką uliczną, która czasem była lepsza niż te wszystkie muzealne cuda (serio!). Nie obyło się bez robienia zdjęć przy #moulinrougenazarcie — wyniki przetrwania dla potomnych całkowicie gratis!

Na koniec zamknąłbym ten wyjazd odwiedzając targi Saint-Ouen z ciekawymi starociami i oryginalnymi bibelotami (ktoś jeszcze pamięta magnetofony?). Pytanie do was: jakie są wasze ulubione sposoby na tanie podróżowanie po Paryżu bez utraty duszy rezerwowego zawodnika portfela? Czekam na wasze podpowiedzi!


Akceptuje politykę prywatności i ciasteczka na stronie które zostały opisane w pod adresem https://triptime.pl/polityka-prywatnosci