Hej! Wstępnie bardzo mi się pomysł podoba. Zauważyłem, że wyszukiwanie nie działa na tej stronie: https://triptime.pl/relacje/ - przycisk filtruj jest nieaktywny.
Ja ostatnio próbowałem skorzystać z tej strony, ale nieogarniające wyszukiwanie to nie jedyny problem. Próbowałem zabookować wyjazd na majówkę i ceny były albo przesadzone, albo znikające w miarę przeszukiwania. Do tego mam wrażenie, że ich mapka pokazuje miejsca, które już nie istnieją. Może to ja mam pecha, ale warto mieć plan B. #turystyczneniespodzianki
Czy ktoś z Was próbował kiedyś opłynąć zatokę Kotorską w kajaku? Jeśli nie, to serio coś tracicie! Miałem wrażenie, że wpłynąłem do jakiegoś magicznego świata. Niezwykłe fiordy, majestatyczne góry w tle i te maleńkie wioski odbijające się w tafli wody — czułem się jak bohater filmu przygodowego!
Startowałem z miejscowości Perast, ale dopiero przystanek na Wyspie Matki Boskiej na Skale przyprawił mnie o ciarki. Maleńka wysepka z kościołem — zupełnie jakby ktoś postanowił wybudować go na środku niczego. Ciekawostką jest fakt, że wyspa jest sztuczna; lokalni przez lata wrzucali tam kamienie, tworząc ją praktycznie od zera.
Sam kajak wynająłem od znajomego lokalnego gościa, który przechodził obok i pytał, czy nie potrzebuję guide’a — pewnie nawet wcześniej mnie nie planował! Ostatecznie popłynąłem solo i powiem Wam szczerze: lepiej być spontanicznym czasem niż wszystko planować co do joty!
Wiatr we włosach, szum fal i ten niezapomniany zachód słońca nad Kotor Bay — ciężko to opisać słowami. Kajakiem po Zatoce Kotorskiej płyniecie? #czarnogora #perast #zatokakotorska #kajakiempochorwacji
Super, że opłynąłeś Zatokę Kotorską! Jeśli już tam będziecie, warto też wybrać się na lokalny targ w Kotorze — znajdziecie go przy Starym Mieście. Idealne miejsce, aby spróbować świeżych owoców morza i domowej roboty oliwy. A jak już zgłodniejecie po kajakach, polecam knajpkę "Konoba Scala Santa", gdzie zjecie pyszne grillowane kalmary za około 15 euro. Lepiej zarezerwować stolik wcześniej, bo wieczorem bywa tam tłoczno. #KotorEuropa
Podróżując przez Transylwanię samochodem, poczułem się jak odkrywca z dawnych czasów. Zacząłem od Cluj-Napoca i powiem wam, że ruch tam to prawdziwa szkoła przetrwania! Ale chwilę później, kręcąc się po drogach przez zielone wzgórza, uciekniecie przed hałasem i zamieszaniem. Najbardziej zapadający w pamięć moment? Chwila spotkania z trasą Transfogaraską. Jeśli lubicie zakręty bardziej niż kasyno — to jest wasz raj!
Zatrzymałem się na noc w miejscowości Sibiu, której średniowieczna atmosfera i regionalne specjały kulinarne (serio, micze są lepsze niż Big Mac!) robią robotę. Bez Google Maps ani rusz — nie raz lądowałem na polnej drodze szukając Starego Drakuli #pchlapiaskowa.
A co z tankowaniem w Rumunii? Stacje benzynowe występują tu rzadziej niż jednorożce — bądźcie czujni!
Macie jakieś legendarne historie z tras Transylwanii? Podzielcie się!
Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jak to jest spędzić weekend w Paryżu, nie wypalając dziury w portfelu? Oto moja relacja z tego szaleńczego weekendu, gdzie każda chwila była magiczna, a euro... no cóż, były ograniczone. Przylot do Paryża późnym wieczorem to najlepsze co mogło mi się przytrafić — loty tańsze jak barszcz! Nocleg znalazłem dzięki #hostelpodeweltą, czyli sporą dawką cierpliwości i internetu. Hostel skromny, ale za to z widokiem na podwórko pełne urokliwych gołębi (i odgłosów pędraków).
Pierwszy dzień spędziłem na klasyce gatunku: Luwr (nie żeby wejść — kto by czekał w tej kolejce?), sesje zdjęciowe z Mona Lizą przez okno! Potem ruszyłem spacerkiem w stronę Wieży Eiffla. Tutaj pro tip: najlepiej oglądać ją z daleka o złotej godzinie — raz że taniej, dwa że doskonała pora na niewinnie zazdrosne spojrzenia turystów robiących selfie.
W kwestii jedzenia znalazłem swoje kulinarne eldorado przy Rue Cler, uliczki pełnej piekarni oferujących bagietki tak pyszne, że aż zapomniałem o glutenie! Na obiad wybrałem budżetową wariację croque monsieur — wersja we własnym wydaniu na ławce w parku. Jak dobry Polak dostałem gęsiej skórki zachwytu!
Drugi dzień rozpoczął się od wizyty na Montmartre. Wchodziłem pieszo i upajałem się darmowymi widokami oraz sztuką uliczną, która czasem była lepsza niż te wszystkie muzealne cuda (serio!). Nie obyło się bez robienia zdjęć przy #moulinrougenazarcie — wyniki przetrwania dla potomnych całkowicie gratis!
Na koniec zamknąłbym ten wyjazd odwiedzając targi Saint-Ouen z ciekawymi starociami i oryginalnymi bibelotami (ktoś jeszcze pamięta magnetofony?). Pytanie do was: jakie są wasze ulubione sposoby na tanie podróżowanie po Paryżu bez utraty duszy rezerwowego zawodnika portfela? Czekam na wasze podpowiedzi!
Ostatni weekend postanowiłem spędzić nieco inaczej i wybrałem się w stronę Trójmiasta. Czujecie ten dreszczyk, gdy pakujecie plecak na spontaniczną wyprawę? No więc, padło na Gdańsk, Sopot i Gdynię w jednym podejściu. Zaczęło się od przyjazdu do Gdańska — piękne stare miasto z jego Rezydencją Mikołaja Kopernika i tymi wszystkimi kamienicami, które wyglądają jak z pocztówki. Ale co najbardziej mnie urzekło to Żuraw nad Motławą! Kto by pomyślał, że taki stary dźwig może być tak fascynujący?
A skoro już jesteśmy przy starych rzeczach, zapuściłem się do Europejskiego Centrum Solidarności. Powiem Wam — kawał historii w jednym miejscu! Ale żeby nie było aż tak poważnie, zaraz wskoczyłem do kolejki SKM-ka i pojechałem prosto do Sopotu. Wiecie co jest najlepsze w Sopocie? Tak, tak — molo oczywiście! Wbija człowiek stopę na deski i czuje ten wiatr we włosach oraz zapach smażonej ryby gdzieś w oddali.
Nocne życie również daje radę. Krótki spacer po Monciaku (ul. Bohaterów Monte Cassino) to jak podróż przez labirynt barów i knajp, gdzie każda oferuje coś innego — od browaru rzemieślniczego po drinka z palemką.
Dzień trzeci: Gdynia! Poszedłem zobaczyć Klif Orłowski — idealne miejsce na chillout z widokiem morza. Trochę trzeba powspinać się po pagórkach, ale uwierzcie mi — warto dla tych widoków!
Trójmiasto ma w sobie coś niesamowitego. Każde z tych miejsc ma swoją własną duszę i klimat. Mam tylko jedno pytanie: czy ktoś wie, gdzie jeszcze można znaleźć takie świetne punkty widokowe w okolicach Trójmiasta? Może macie swoje sekrety?
#polska #trojmiasto #zurawnadmotlawa #moloisopockie
Hej Ola, dzięki za inspiracje! Wybieram się do Trójmiasta w przyszły miesiąc i już nie mogę się doczekać wizyty na Klifie Orłowskim. Słyszałem też, że jeśli masz ochotę na mniej znany punkt widokowy, warto spróbować dostać się na wieżę widokową Jaśkowa Dolina w Gdańsku – trochę spaceru, ale podobno krajobraz wynagradza. A ceny lokalnych specjałów? Trochę mnie przerażają, bo smażona ryba potrafi kosztować małą fortunę! Jak masz jeszcze jakieś skarby w zanadrzu, daj znać! #TrójmiastoExpedition
Zima w Tatrach to nie lada wyzwanie, ale i prawdziwa gratka dla kogoś, kto dopiero zaczyna przygodę z górami. Rok temu zdecydowałem się wejść na Kasprowy Wierch, bo jak wiadomo kolejka linowa zimą potrafi być cudownie... zamarznięta. Dla początkujących polecam jednak łatwiejsze trasy, takie jak Dolina Kościeliska. To idealne miejsce na pierwsze kroki po śniegu, a szlak jest na tyle prosty, że wybacza błąd w planowaniu.
Z dojazdu do Zakopanego pociągiem PKP korzystać warto, zwłaszcza jeśli chcesz uniknąć parkowania w zimie — już samo krążenie po mieście przez zaspy potrafi być wyzwaniem! Do Doliny Kościeliskiej dotrzesz łatwo busem spod dworca PKS Zakopane — kosztuje parę złotych i kursuje często.
A co z jedzeniem? Po intensywnym spacerze gorąco polecam szarlotkę i gorącą czekoladę w jednej z bacówek przy dolinie. Nocleg? Karczma Szymoszkowa okazała się strzałem w dziesiątkę — prosto, klimatycznie i bez zbytniego drenażu portfela.
Tatry zimą nie muszą być tylko dla twardych zawodowców. A Ty? Masz swoje ulubione zimowe szlaki dla początkujących? Podziel się nimi tutaj!
Też byłem w Dolinie Kościeliskiej, ale latem — inna bajka! Pamiętam, że w Karczmie Szymoszkowa serwowali wtedy placki ziemniaczane prosto z patelni, pycha! #TatryLatem
Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak to jest poczuć się jak Indiana Jones, Petra w Jordanii to miejsce, gdzie twoje marzenia mogą stać się rzeczywistością. Moje pierwsze wrażenie? Gapiłem się z rozdziawionymi ustami na Skarbiec i zastanawiałem się, czy coś spadnie mi na głowę jak w filmie! Już sama droga do Petry przez wąski kanion Siq to przeżycie — 1,2 kilometra wijącego się wąwozu z cudownymi rzeźbieniami po drodze. Warto mieć dobre buty i dużo wody.
Wadi Rum to z kolei inny świat. Pustynny krajobraz jest niesamowity, zwłaszcza podczas zachodu słońca. Spaliśmy pod gołym niebem w tradycyjnym beduińskim obozie — muszę przyznać, że gruba kołdra była zbawieniem przed nocnym chłodem! Czasem pytacie mnie o transport — polecam wynająć jeepy z przewodnikiem. Lokalsi znają najlepsze miejsca na fotki i mają niebywały talent do opowiadania historii.
A propos jedzenia — kupowanie falafeli na ulicy to prawdziwe doświadczenie smaku. Jeśli jesteś kawoszem jak ja, lokalna kawa z kardamonem dostarczy ci energii na dalszą eksplorację.
Ktoś jeszcze czuje tę nostalgię za piaskiem we włosach i gwiazdami nad głową? A może macie swoje ulubione pustynne historie? Podzielcie się swoimi doświadczeniami!
#jordania #petra #wadirum #skarbiecpetry
Zgadzam się, Petra robi robotę, choć nie wiem czemu nikt nie wspomina o wizycie w Little Petra — mniej tłoczno, a klimat równie magiczny. A tak szczerze, to jak radziliście sobie z bolącymi nogami po całym dniu chodzenia po Wadi Rum? 🙈 #LittlePetra
Planowanie podróży do Chorwacji to jak próba wybrania najlepszego kawałka w ulubionej czekoladzie — każdy jest inny, ale wszystkie kuszące! Przede mną dylemat: Dubrownik czy Split? Mam tydzień i obie opcje krzyczą do mnie jak tłum turystów przy murach miejskich w Dubrowniku.
Pod koniec lata odwiedziłem Split — miasto, które ma puls metropolii, ale z urokiem kasztelana na wiecznej emeryturze. Pałac Dioklecjana robi wrażenie nawet na osobach niewrażliwych na starożytne mury (tak, mówię o sobie). Klimat nocnych spacerów po nadmorskiej promenadzie Riva jest tak relaksujący, że przegapiłem ostatni prom do Hvaru. Ale nie martwcie się, znalazłem nocleg w dość interesującym hostelu z festynem głośnych backpackerów w ramach gratisu.
A teraz kusi mnie Dubrownik. Z jednej strony „Perła Adriatyku”, z drugiej tłumy tak gęste, że można by je pokroić nożem. Czy to prawda, że stare miasto wygląda jeszcze lepiej z góry Srd? Mam ochotę wspiąć się tam pieszo zamiast typowej kolejki linowej — ktoś próbował? #przezdramatycznenogi
Transport między tymi miastami też wydaje się przygodą samą w sobie. Najlepiej autem, prawda? Dojazd autobusem może być emocjonujący jak partia szachów bez królowej (czyt. klimatyzacji). A może łódź? Kto nie chciałby poczuć się jak przemytnik morski przemierzający Dalmację? #morskigoraczka
Ale wracając do meritum — co polecacie na pierwszy raz: Dubrownik czy Split? Czy warto skupić się na jednym mieście przez tydzień czy spróbować zobaczyć oba i ryzykować chorwackim deja vu?
Dzięki za każdą wskazówkę od was #chorwacja maniacy!
Ja bym dał szansę Dubrownikowi, ale pamiętaj, że ceny tam często szybują do nieba jak smok w "Grze o Tron". Sprawdź też lokalne knajpki poza starówką — można trafić na pysznego cevapa za rozsądną kasę. #dubrownikkuchnia
Znacie to uczucie, kiedy budzicie się rano z genialnym planem zdobycia Rysów i myślicie, że jesteście gotowi na wszystko? No cóż, ja byłem megapełen entuzjazmu... dopóki nie zauważyłem, że zamiast porządnych butów trekkingowych mam na sobie... klapki. 🤦♂️ Cały mój #genialnyplan runął szybciej niż lawina w Tatrach.
Tak oto stałem na parkingu w Palenicy Białczańskiej, gotowy na heroiczny wyczyn - w końcu co może pójść nie tak? W końcu robiłem kiedyś zakupy w podobnym obuwiu! Spoiler: wszystko poszło nie tak. Po kilku metrach marszu poślizgnąłem się na mokrej skale i zrozumiałem, że nawet #klapkicszampiona mają swoje limity.
Przy moim poprzednim podejściu do Morskiego Oka mogłem sobie pozwolić na mniej konwencjonalne obuwie - ale tym razem musiałem poddać się powrotowi do auta po odpowiedni ekwipunek. Lekcja nauczyła mnie jednego: Tatry to nie plaża.
Czy kiedykolwiek próbowaliście wspiąć się gdzieś w kompletnie niewłaściwym obuwiu? A może macie historię o jeszcze dziwniejszej górskiej modzie? Dajcie znać!
Maciek, chłopie, co za przygoda! Twoja historia przypomniała mi, jak kiedyś próbowałem zdobyć Śnieżkę w sandałach. Nawet nie zaczynaj! To była piękna lipcowa sobota i pomyślałem, że "dobre wywietrzenie stóp" to klucz do sukcesu. Na szczęście szybko się wycofałem po pierwszych kilku kamykach boleśnie wbitych w stopy. Od tamtej pory zawsze sprawdzam prognozę pogody - i stan obuwia - zanim ruszę na górski szlak. #uczsiezmoichbłędów
Jak jedziecie do Transylwanii samochodem, to polecam trasę przez Transfogarską. No, ale tylko latem, bo zimą zamknięta. Widoki mega, a na szczycie — zamek Poenari. Bilet niestety kosztuje 20 lei, ale warto. I zabierzcie kanapki, bo ceny w knajpach tam do 50 lei za obiad. No, a w Sighisoara — uwaga na parkingi, drogo jak nie wiem co. Lepiej zaparkować trochę dalej i podreptać. #transylwania #roadtrip #rumunia