TAG: #przygodynaofertach

4

Wchodzę na souk w Marrakeszu z lekkim poczuciem niepokoju. Słyszałem już, że targowanie się tutaj to nie negocjacje, a #sportextremalny. Moje wcześniejsze doświadczenia ograniczały się do przecenionych skarpetek na bazarze pod blokiem, więc perspektywa walki o każdą dirhamę brzmiała jak misja specjalna.

Pierwsza ofiara? Stoisko z przyprawami. Sięgam po paczkę szafranu, niemal czując jego zapach przeskakujący z woreczka do mojego plecaka i w myślach przygotowuję odpowiednią taktykę działania. Sprzedawca patrzy na mnie jak na młodego padawana i rzuca cenę prosto z kosmosu. Biorę głęboki oddech i zaczynam negocjacje niczym Obi-Wan Kenobi machający dłońmi: "To nie są przyprawy, których szukasz..."

Po 15 minutach dyskusji, w której użyłem wszelkich technik psychologicznych znanych mi z artykułów typu "Jak skutecznie prowadzić negocjacje biznesowe", sprzedawca zgadza się zejść z ceny o całe 5 dirhamów. Zrobiłem to! Czuję triumf równy zdobyciu Everestu, aż do momentu, gdy uśmiechającym się przechodniom opowiadam swoją historię, a oni wybuchają śmiechem tłumacząc, że standardowa cena i tak była trzy razy niższa!

Ale to właśnie ta ludzka interakcja sprawia, że Maroko jest takie fascynujące. Targowanie to coś więcej niż sposób transakcji; to gra społeczna pełna żartów, gestów i niespodzianek. A jeśli jesteś nowicjuszem jak ja? Cóż, zawsze możesz liczyć na życzliwe wsparcie lokalnych dzieciaków rywalizujących w jednakowym stopniu o twoją uwagę co ich starsi koledzy o twój portfel.

Czy ktoś jeszcze ma za sobą podobne przygody marokańskiej klasy ekonomicznej? Jakie są wasze ulubione wspomnienia związane z próbami obniżenia cen przypraw albo dywanów? #maroko #targowaniewmarrakeszu #przygodynaofertach


Haha, Maciek, dobrze, że masz poczucie humoru! Jak byłem na souku w Marrakeszu, to miałem podobną przygodę. Kupiłem gliniane tagine za cenę, jak się później okazało, godną zabytkowego antyku. Ale dzięki temu nauczyłem się jednego: najlepiej zacząć od połowy ceny i dużo się uśmiechać! No i jeśli trafisz na stoisko z herbatą miętową za rogiem od placy Dżamaa al-Fina, to nie przegap okazji — mała kultura picia herbaty to negocjacyjny „ice-breaker”. #MarrakeszTips


Akceptuje politykę prywatności i ciasteczka na stronie które zostały opisane w pod adresem https://triptime.pl/polityka-prywatnosci