Każdy, kto mówi, że trzy tygodnie w Tajlandii to dużo czasu, chyba jeszcze nigdy nie próbował tajskiego street foodu na Bangkok'skiej Khao San Road! Zacznijmy od budżetu: na trzy tygodnie przy umiarkowanym trybie życia wydałem około 45,000 bahtów (około 5,600 PLN). Przykładowo, nocleg w przyzwoitym hostelu w Bangkoku to koszt ok. 500 bahtów za noc (62 PLN). Jeśli chodzi o jedzenie: pad thai z ulicznego stoiska kosztuje jedynie 50 bahtów (6 PLN) — #padthaiulicy to zdecydowanie must-try!
Transport? Sprawdzony sposób to pociągi nocne i autobusy. Nocny pociąg z Bangkoku do Chiang Mai to ok. 900 bahtów (112 PLN), a oszczędza się na noclegu (#nocnypociagtajlandia). Nie zapomnij zabrać lekkiej odzieży i kremu przeciwsłonecznego — słońce bywa zdradliwe! Warto odwiedzić też targ Damnoen Saduak - skomunikowany tanimi busami z Bangkoku za jakieś 200 bahtów w obie strony.
Na koniec proste pytanie do was: kto daje radę relaksować się nad Andamana Sea? Macie swoje ulubione miejsca w okolicach Phuket? Dajcie znać w komentarzach!
Czy ktoś z Was, drodzy wędrowcy, miał ostatnio okazję podążać pięknymi szlakami w Tatrach i zamiast szumu strumienia słyszał... najnowszy hit disco polo? Serio, czy to już stały element krajobrazu górskiego? Właśnie wróciłem z trekkingu po Dolinie Kościeliskiej, gdzie miałem nadzieję uciec od zgiełku miasta i przytulić się do natury. Ale nie! Musiałem konkurować z „bumbum” sączącym się z czyjegoś przenośnego głośnika. Czy naprawdę muszę zabierać ze sobą stoperki na łoni przyrody? #tatry #gory
Próbowałem podziwiać malownicze widoki, a jedyne co udało mi się złapać to pulsujący rytm basu. Nie mówię, że muzyka jest czymś złym, ale serio – dlaczego akurat na szlaku? Gdyby jeszcze była to Vivaldi, może przymknąłbym oko... Może.
Oczywiście nikt nie przerwie swojej playlisty tylko dlatego, że ktoś obok chce cichej kontemplacji. Niektórzy mogą pomyśleć sobie: „Hej, skoro ktoś pisze 'Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć' czytając o odosobnieniu i dzikiej naturze, to czemu nie mogę sobie zrobić prywatnej imprezy na Równi Krupowej?”. Z jednej strony śmieszne, z drugiej momentami tak absurdalne jak orkiestra symfoniczna grająca podczas koncertu rockowego.
OK, już kończę to narzekanie. Chciałem tylko zapytać: czy tylko ja jestem tak beznadziejnie staromodny? Może ktoś ma jakieś historie o innych absurdach z polskich szlaków?
Jak tam do cholery dotrzeć do Machu Picchu bez agencji turystycznej? Takie pytanie zadałem sobie, siedząc w Limie nad pysznym pisco sour. Po pierwsze: Cusco. Lepiej przyzwyczaić się do wysokości i zjeść ceviche niż mdleć na szlaku. Z stamtąd łap busem do Ollantaytambo — tam numerem jeden jest podróż pociągiem Perurail (choć nie tania, trzeba przyznać), ale jeśli lubisz wyzwania - odważ się na trekking szlakiem Inca Jungle lub Salkantay. Pamiętaj o Aguas Calientes - to tylko przystanek noclegowy, ale śniadania serwują lepsze niż szwedzki stół! #peru #machupicchu #inkatrail #trekkingnaperu
Celujesz w budżetowy pobyt? Lokalne jadłodajnie oferują menu del día za grosze – nigdy nie wiesz, co dostaniesz, ale zawsze smakuje! Warto rezerwować bilety do Machu Picchu online z wyprzedzeniem — unikniesz tłoku i oszczędzisz sobie nerwów.
A teraz pytanie dla was: jakie jeszcze ukryte perły Peru polecacie zobaczyć po drodze? Podzielcie się swoimi sekretami! Może coś zbliżonego jak Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć?
Przybyłem do Tajlandii na 3 tygodnie z planem zwiedzenia jak najwięcej za rozsądny budżet. Okazało się, że to możliwe, o ile dobrze zaplanujesz! Mój lot do Bangkoku kosztował mnie 2200 PLN w dwie strony. Po przylocie warto od razu wymienić gotówkę na lotnisku Suvarnabhumi – kursy są całkiem przyzwoite.
Zakwaterowanie w hostelu w centrum Bangkoku zaczyna się od 400 THB/noc (ok. 50 PLN). Jeżeli chcesz przeżyć coś wyjątkowego, polecam rejs łodzią przez kanały – to tylko 20 THB (2,50 PLN). Nie może zabraknąć wizyty w Wat Pho – bilet za zaledwie 200 THB (25 PLN), a świątynia otwarta jest codziennie od 8:00 do 17:00.
Jedzenie? Street food rządzi! Pad Thai na ulicy Khaosan kosztuje około 50 THB (6 PLN). Pamiętaj jednak unikać soków z lodem, jeśli masz wrażliwy żołądek.
Transport między miastami jest tani i wygodny. Z Bangkoku do Chiang Mai dotrzesz pociągiem sypialnym za ok. 800 THB (100 PLN) – nie zapomnij rezerwacji miejsca wcześniej!
Ktoś z was ma inne wskazówki co do #nocleghostelach albo jakie miejsca omijać szerokim łukiem?
#tajlandia #tajskastritfud
A próbowaliście może couchsurfingu w Bangkoku? Jest kilka super hostów, dzięki czemu można zaoszczędzić na noclegach i poznać lokalnych ludzi. #couchsurfing
Podróżując po Europie, trafiłem do Prowansji, a konkretnie do Cavaillon, gdzie próbowałem znaleźć idealny moment na podziwianie lawendowych pól. Wydawało mi się, że jestem przygotowany, ale nie przewidziałem kaprysów natury i lokalnego klimatu. Szukając odpowiedzi, kiedy najlepiej podziwiać te fioletowe cuda, dowiedziałem się, że sezon zaczyna się w czerwcu i trwa do połowy sierpnia. Najbardziej intensywny zapach unosi się w powietrzu na początku lipca.
Pierwszego dnia trafiłem do słynnej Abbaye de Senanque niedaleko Gordes. Widok opactwa otoczonego lawendą to coś, czego nie zapomnę. Bilet wstępu kosztował 9€, czyli około 40 PLN. Co ciekawe, trudno tam o tłumy rano — od 9:00 można spokojnie robić zdjęcia bez przepychania się przez turystów.
Polecam też wybrać się do Sault — mniej turystyczne niż Valensole, ale równie czarujące. Jeśli jedziesz samochodem z Avignon, to droga D943 oferuje spektakularne widoki; warto zrobić przystanek przy każdej możliwej zatoczce na zdjęcia.
Transport to kluczowy element planu — jeśli podróżujesz z Polski samolotem, najłatwiej dotrzeć przez Marsylię lub Niceę i dalej wynająć auto (koszt wynajmu od 30€ za dzień). Z lotniska w Marsylii do Cavaillon kursują autobusy kilka razy dziennie za około 10€ (45 PLN).
Co zabrać? Koniecznie okulary przeciwsłoneczne i kapelusz — słońce potrafi być bezlitosne! Nie zapomnij aparatu z dobrą baterią; pamiętajcie o ładowarce z adapterem (gniazda typu E).
Na obiad polecam małą knajpkę Le Jardin du Quai w Isle-sur-la-Sorgue — zestaw lunchowy z pyszną sałatką nicoise i lampką lokalnego rosé kosztował mnie około 20€ (90 PLN), a klimat miejsca jest niepowtarzalny.
Pytanie dla was: jakie są wasze ulubione miejsca na lawendową przygodę w Prowansji? Może jest jeszcze jakaś mniej znana miejscówka godna uwagi?
A ja mam trochę inne doświadczenia z Prowansji! Jeśli szukacie mniej obleganego miejsca niż Abbaye de Senanque, polecam Senas. To małe miasteczko, między Cavaillon a Salon-de-Provence, gdzie można znaleźć kilka uroczych pól lawendy bez tłumów turystów. Co do jedzenia — Le Jardin du Quai brzmi fajnie, ale jeśli będziecie w okolicach Aix-en-Provence, koniecznie spróbujcie restauracji Le Formal przy 32 Rue Espariat. Ich menu degustacyjne za około 45€ jest warte każdej złotówki. A jako alternatywę dla wynajmu auta z Marsylii, warto rozważyć BlaBlaCar — taniej i czasem szybciej. I jeszcze jedno — nie zapomnijcie sprayu na komary! Latem te małe potworki potrafią być uporczywe. #ProwansjaBezFiltra
Wróciłem właśnie z przygody życia — pływania kajakiem po Zatoce Kotorskiej w Czarnogórze, i muszę się tym z Wami podzielić. Wyobraźcie sobie widok majestatycznych gór odbijających się w krystalicznie czystych wodach zatoki, gdzie czas płynie wolniej, a każdy zakręt odkrywa nowe, piękne perspektywy. Startowałem z gruzińskiego miasteczka Perast, pełnego uroku i historii, które leży na zachodnim brzegu zatoki.
Wynajem kajaka to koszt około 20 EUR za dzień (około 95 PLN), co jest całkiem przystępną ceną za możliwość swobodnego eksplorowania zatoki na własną rękę. Polecam wypożyczyć sprzęt w Kotor Kayak & Stand Up Paddle Tours przy ulicy Dobrota 220, 85330 Kotor — miejsce jest otwarte od 9:00 do 19:00 każdego dnia. Warto zabrać ze sobą wodoodporny plecak i krem z filtrem, bo słońce potrafi tu nieprzyjemnie zaskoczyć.
Co warto zobaczyć z poziomu wody? Na pewno mnóstwo niewielkich wysepek rozsianych po zatoce, jak Gospa od Škrpjela czy Sveti Đorđe. Obie są urokliwie starożytne i mają swoją tajemniczą aurę. Po południu proponuję zatrzymać się na kąpiel w ukrytej zatoczce lub małej plaży niedaleko Prčanja — miejsce jest niemal prywatne!
Jeśli zgłodniejecie po całym dniu wiosłowania, polecam knajpkę Konoba Catovica Mlini w miejscowości Morinj. Urokliwe miejsce serwujące wyśmienite dania lokalnej kuchni (spodziewajcie się rachunku około 20-30 EUR za posiłek). Ich ośmiornica na grillu to mistrzostwo świata! Dla tych, którzy chcą zawiesić oko na architekturze i historii zamiast jedzenia – coś dla Was 11 atrakcji, które warto zobaczyć w Dreźnie.
Szybka rada transportowa: do Kotoru łatwo dostać się autobusem z Podgoricy — bilety to tylko kilka euro (około 10-15 EUR) i podróż trwa około dwie godziny.
A teraz moje pytanie do Was: kto jeszcze miał okazję zwiedzać Zatokę Kotorską kajakiem? Jakie inne miejsca polecacie odwiedzić będąc już tam na miejscu? Może macie inne pomysły na równie niezapomniane przygody?
Cześć Tomek, fajnie, że o tym wspomniałeś! Byłem na Zatoce Kotorskiej dwa lata temu i do dziś nie mogę przestać myśleć o pływających tam delfinach. Zwracam jednak uwagę, że miejscówka Konoba Catovica Mlini, choć klimatyczna, miała wtedy problem z obsługą — długo czekałem na jedzenie. Jeśli kogoś interesują bardziej historyczne aspekty, polecam wizytę w Muzeum Morskim w Kotorze na ulicy Kotor 420; można tam poznać mnóstwo ciekawostek o życiu w tej części Adriatyku. A przy okazji — zawsze warto mieć zapas drobnych euro na parkingi i toalety. #czarnogóra
Chyba nie ma bardziej rowerowego miasta na świecie niż Amsterdam! Choćby nie wiem jak dobrze planować trasę, za pierwszym razem pewnie skończysz w kanale. Trust me, ja tam byłem! Najcenniejsza rada: zaczynaj dzień od porannego roweru po Jordaan — ten klimat wąskich uliczek i zapach świeżej kawy to coś, co obudzi nawet największego śpiocha. A skoro o kawie mowa, zajrzyj do 'Café Thijssen'. Nie dość, że lokalni tam wpadają, to jeszcze mają takie holenderskie ciasto z jabłkami, że będziesz chciał wracać! Jeśli chodzi o sam rower — wypożyczysz go niemal na każdym rogu. 'MacBike' oferuje dobre maszyny i darmowe mapki miasta. Pro tip: unikaj czerwonych dróg rowerowych w godzinach szczytu, te szersze dają więcej przestrzeni na kombinowanie... znaczy się swobodną jazdę. Co ciekawe, nocleg przy kanale może być tańszy niż w centrum. Sprawdź 'Hotel Not Hotel', każda noc to nowa przygoda! A jak już zaszalejesz z budżetem na atrakcje (Rijksmuseum i Van Gogh Museum czekają!), odratowanie kieszeni zapewni gorąca porcja friet z majonezem na placu Dam Square. Smacznego.
Zastanawia mnie jedna rzecz — czy ktoś próbował zwiedzać miasto elektrycznym rowerem? To musi być przygoda sama w sobie!
Elektryczny rower to super sprawa, zwłaszcza na dłuższe wycieczki poza centrum — polecam trasę do Zaanse Schans! Ale uważaj, bo na tych kanałowych mostkach czasem robi się ciasno. 😉 #AmsterdamAdventures
Podczas mojego pobytu na Bali przeżyłem kilka przygód, które nauczyły mnie, gdzie nie wpadać w turystyczne pułapki. Zacznę od transportu — uwaga na tzw. taksówki "kopiuj-wklej"! Wsiadanie do pierwszej lepszej może skończyć się jazdą po mieście jak w Fast & Furious z rachunkiem wyższym niż szczyt lotu na Gili Islands. Lepiej używać aplikacji jak Grab, dzięki której nie tylko oszczędzisz rupie, ale i nerwy.
Co do jedzenia, Ubud jest pełne knajpek na instagramowe "wow", ale nie daj się zwieść pozorom lampek świetlnych i rustykalnych stołów. Lokalne warungi (czyli indonezyjskie bary) oferują autentyczne smaki za ułamek ceny. Przy Bondalem Beach znalazłem warung serwujący kopi luwak — słynna kawa zaparzona z ziaren przetrawionych przez cywetę... Mówią, że to delikates; ja tam wolę swojego czarnego espresso.
Jeśli chodzi o noclegi, omijaj turystyczne "oazy spokoju" jak Kuta czy Seminyak - ceny hoteli są tu kosmiczne, a spa? Cóż... bardziej przypomina ruchome piaski zamiast relaksu. Zamiast tego polecam Airbnb w Sanur — cisza przed burzą albo po prostu dobra kawa.
Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia na Bali? Jakie były wasze najlepsze odkrycia poza utartymi szlakami?
Byłem na Bali w zeszłym roku i w pełni się zgadzam z Twoimi uwagami o Kucie. Jednak z jedzeniem mam inne doświadczenia. Na północ od Ubud, w małej wiosce Penestanan, trafiłem na świetną knajpkę "Yellow Flower Cafe" — bez turystycznego sznytu, za to z pysznymi lokalnymi potrawami i mega widokiem na dżunglę. Co do noclegów — spróbuj kiedyś homestay w Munduk. Chociaż jest daleko od plaży, to świeże powietrze i wodospady rekompensują wszystko! #BalijskiSpokój
Ostatnio planuję wyprawę do Portugalii i nie mogę się zdecydować między Lizboną a Porto. Może ktoś z Was już tam był i pomoże mi wybrać? Słyszałem, że w Lizbonie koniecznie trzeba przetestować tramwaj nr 28, który jedzie przez najbardziej znane dzielnice — Bairro Alto czy Alfama. Bilet kosztuje około 3 EUR (ok. 13 PLN), a jazda to prawdziwa podróż w czasie! W Porto natomiast polecano mi most Dom Luis I. Świetny widok na Douro, ale czy jest coś jeszcze, co warto zobaczyć?
Na głód lizbońskiej przygody doradzono mi Mercado da Ribeira (Av. 24 de Julho), gdzie zjemy lokalne specjały już za około 10 EUR (44 PLN). W Porto zaś kusi mnie słynna francesinha — ponoć można się nią najeść jak szlachta za jakieś 8 EUR (35 PLN) w miejscach takich jak Café Santiago.
A co z noclegami? W Lizbonie myślę o hostelu Home Lisbon Hostel przy Rua de São Nicolau. Cena wynosi około 20 EUR za noc (87 PLN) w pokoju wieloosobowym. Z kolei w Porto przymierzam się do Rivoli Cinema Hostel, ul. Rua Dr. Magalhães Lemos.
Jakie macie doświadczenia z transportem? Czy lepiej poruszać się metrem, autobusami czy pieszo?
Pamiętajcie też o pro tipach: od połowy września ochrona przeciwsłoneczna zaczyna być kluczowa (wow!), a na wieczory może przydać się lekka kurtka.
Co byście jeszcze dodali? Macie jakieś ukryte skarby do odkrycia w tych miastach?
Czy ktoś z Was odczuwa nierozsądny pociąg do zamków, czy to tylko ja? Ostatnio postanowiłem zrobić objazdówkę po Polsce i odwiedzić kilka z nich. Zapraszam na moje top 5 polskich zamków, które warto zobaczyć, jeśli lubicie tajemnicze korytarze i trochę historii w powietrzu! Po pierwsze, Zamek Czocha — legenda głosi, że skrywał wiele tajemnic i skarbów. Już samo dojście do niego przez most na jeziorze Leśniańskim robi wrażenie! Druga pozycja to Zamek Ogrodzieniec — ruiny na wzgórzu, które zachwycą każdego fotografa amatorkiego. Słynnym jest też Zamek Królewski na Wawelu w Krakowie. Nie trzeba go przedstawiać, legendy o Smoku Wawelskim są bardziej realne niż niektóre wiadomości w telewizji! Zamkiem Topacz pod Wrocławiem również warto się zainteresować — można tam czasem natknąć się na ciekawe wystawy motoryzacyjne. Na koniec, majestatyczny Zamek w Malborku. Gotyk pełną gębą! Sprawdźcie sami jak to jest zgubić się tam podczas zwiedzania! Jakie jeszcze zamki powinienem dopisać do swojej listy? #polska #zamekwmalborku #smokwawelski #zamekogrodzieniec
Ola, zdecydowanie nie jesteś sama! Też mam słabość do zamków i chętnie dorzucę coś od siebie. Zamek w Mosznej to prawdziwa perełka, choć jego bajkowa architektura bardziej przypomina Disneyland niż średniowieczną twierdzę. Kilkaset pomieszczeń i piękny park do spacerów — warto uwzględnić go na trasie. No i Zamek Książ koło Wałbrzycha z historycznymi podziemiami, gdzie podobno Niemcy ukryli złoty pociąg. Tylko bilet wstępu nieco uszczupli budżet, bo to ok. 40 zł za sam zamek. Ale jeśli już mówimy o klimacie, polecam też odwiedzić Zamek Krzyżacki w Gniewie — zwiedzanie z przewodnikiem kosztuje około 30 zł i daje niezłe pojęcie o życiu rycerzy. Jak coś znajdziesz jeszcze ciekawego, to daj znać! #zamkiwxwybór