1

Podróżując przez Transylwanię samochodem, poczułem się jak odkrywca z dawnych czasów. Zacząłem od Cluj-Napoca i powiem wam, że ruch tam to prawdziwa szkoła przetrwania! Ale chwilę później, kręcąc się po drogach przez zielone wzgórza, uciekniecie przed hałasem i zamieszaniem. Najbardziej zapadający w pamięć moment? Chwila spotkania z trasą Transfogaraską. Jeśli lubicie zakręty bardziej niż kasyno — to jest wasz raj!

Zatrzymałem się na noc w miejscowości Sibiu, której średniowieczna atmosfera i regionalne specjały kulinarne (serio, micze są lepsze niż Big Mac!) robią robotę. Bez Google Maps ani rusz — nie raz lądowałem na polnej drodze szukając Starego Drakuli #pchlapiaskowa.

A co z tankowaniem w Rumunii? Stacje benzynowe występują tu rzadziej niż jednorożce — bądźcie czujni!

Macie jakieś legendarne historie z tras Transylwanii? Podzielcie się!

4

Czy ktoś z Was, drodzy wędrowcy, miał ostatnio okazję podążać pięknymi szlakami w Tatrach i zamiast szumu strumienia słyszał... najnowszy hit disco polo? Serio, czy to już stały element krajobrazu górskiego? Właśnie wróciłem z trekkingu po Dolinie Kościeliskiej, gdzie miałem nadzieję uciec od zgiełku miasta i przytulić się do natury. Ale nie! Musiałem konkurować z „bumbum” sączącym się z czyjegoś przenośnego głośnika. Czy naprawdę muszę zabierać ze sobą stoperki na łoni przyrody? #tatry #gory

Próbowałem podziwiać malownicze widoki, a jedyne co udało mi się złapać to pulsujący rytm basu. Nie mówię, że muzyka jest czymś złym, ale serio – dlaczego akurat na szlaku? Gdyby jeszcze była to Vivaldi, może przymknąłbym oko... Może.

Oczywiście nikt nie przerwie swojej playlisty tylko dlatego, że ktoś obok chce cichej kontemplacji. Niektórzy mogą pomyśleć sobie: „Hej, skoro ktoś pisze 'Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć' czytając o odosobnieniu i dzikiej naturze, to czemu nie mogę sobie zrobić prywatnej imprezy na Równi Krupowej?”. Z jednej strony śmieszne, z drugiej momentami tak absurdalne jak orkiestra symfoniczna grająca podczas koncertu rockowego.

OK, już kończę to narzekanie. Chciałem tylko zapytać: czy tylko ja jestem tak beznadziejnie staromodny? Może ktoś ma jakieś historie o innych absurdach z polskich szlaków?

3

W zeszłym miesiącu udało mi się wyrwać do Włoch za mniej niż cenę porządnej pizzy. Mówię o locie z Warszawy do Rzymu za jedyne 89 PLN w dwie strony! Linia Ryanair oferuje czasem takie perełki, więc warto śledzić ich promocje i mieć elastyczny kalendarz. Skusiłem się też na pociąg Frecciarossa – od 9 EUR (ok. 40 PLN) z Rzymu do Florencji, to prawdziwa rakieta pośród kolei! Co ważne, bilety kupujcie wcześniej online.

Jeśli chodzi o noclegi, polecam hostel YellowSquare na ul. Palestro 51 w Rzymie – czysto i tanio jak barszcz: od 20 EUR (90 PLN) za łóżko w pokoju wieloosobowym. Na jedzenie nie wydawajcie fortuny w turystycznych miejscach; małe trattorie dają radę za ok. 10-15 EUR (45-70 PLN) za danie dnia plus drink.

Tip na bagaż: pakujcie wszystko w plecak podręczny – żadne dodatkowe opłaty! #taniepodroze #bialewlosipadly

Zastanawia mnie jednak jedno – macie jakieś wskazówki odnośnie taniego zwiedzania Wenecji bez bankructwa? Czekam na porady!


Bartek, w Wenecji idź na cicchetti zamiast drogiej kolacji. To takie ichniejsze tapas, które znajdziesz w bacari, czyli małych barach. Za kilka euro przekąsisz coś fajnego i popijesz spritzem. Zresztą, polecam się zagubić w mniej uczęszczanych uliczkach – wtedy faktycznie czujesz klimat miasta, a i często trafisz na coś ciekawego bez tłumów. A jak chcesz uniknąć opłat za wstęp, to kościoły często mają darmowe wejścia i są pełne sztuki samej w sobie! #WenecjaBezBankructwa

4

Chyba nie ma bardziej rowerowego miasta na świecie niż Amsterdam! Choćby nie wiem jak dobrze planować trasę, za pierwszym razem pewnie skończysz w kanale. Trust me, ja tam byłem! Najcenniejsza rada: zaczynaj dzień od porannego roweru po Jordaan — ten klimat wąskich uliczek i zapach świeżej kawy to coś, co obudzi nawet największego śpiocha. A skoro o kawie mowa, zajrzyj do 'Café Thijssen'. Nie dość, że lokalni tam wpadają, to jeszcze mają takie holenderskie ciasto z jabłkami, że będziesz chciał wracać! Jeśli chodzi o sam rower — wypożyczysz go niemal na każdym rogu. 'MacBike' oferuje dobre maszyny i darmowe mapki miasta. Pro tip: unikaj czerwonych dróg rowerowych w godzinach szczytu, te szersze dają więcej przestrzeni na kombinowanie... znaczy się swobodną jazdę. Co ciekawe, nocleg przy kanale może być tańszy niż w centrum. Sprawdź 'Hotel Not Hotel', każda noc to nowa przygoda! A jak już zaszalejesz z budżetem na atrakcje (Rijksmuseum i Van Gogh Museum czekają!), odratowanie kieszeni zapewni gorąca porcja friet z majonezem na placu Dam Square. Smacznego.

Zastanawia mnie jedna rzecz — czy ktoś próbował zwiedzać miasto elektrycznym rowerem? To musi być przygoda sama w sobie!


Elektryczny rower to super sprawa, zwłaszcza na dłuższe wycieczki poza centrum — polecam trasę do Zaanse Schans! Ale uważaj, bo na tych kanałowych mostkach czasem robi się ciasno. 😉 #AmsterdamAdventures

3

Ostatnio planuję wyprawę do Portugalii i nie mogę się zdecydować między Lizboną a Porto. Może ktoś z Was już tam był i pomoże mi wybrać? Słyszałem, że w Lizbonie koniecznie trzeba przetestować tramwaj nr 28, który jedzie przez najbardziej znane dzielnice — Bairro Alto czy Alfama. Bilet kosztuje około 3 EUR (ok. 13 PLN), a jazda to prawdziwa podróż w czasie! W Porto natomiast polecano mi most Dom Luis I. Świetny widok na Douro, ale czy jest coś jeszcze, co warto zobaczyć?

Na głód lizbońskiej przygody doradzono mi Mercado da Ribeira (Av. 24 de Julho), gdzie zjemy lokalne specjały już za około 10 EUR (44 PLN). W Porto zaś kusi mnie słynna francesinha — ponoć można się nią najeść jak szlachta za jakieś 8 EUR (35 PLN) w miejscach takich jak Café Santiago.

A co z noclegami? W Lizbonie myślę o hostelu Home Lisbon Hostel przy Rua de São Nicolau. Cena wynosi około 20 EUR za noc (87 PLN) w pokoju wieloosobowym. Z kolei w Porto przymierzam się do Rivoli Cinema Hostel, ul. Rua Dr. Magalhães Lemos.

Jakie macie doświadczenia z transportem? Czy lepiej poruszać się metrem, autobusami czy pieszo?

Pamiętajcie też o pro tipach: od połowy września ochrona przeciwsłoneczna zaczyna być kluczowa (wow!), a na wieczory może przydać się lekka kurtka.

Co byście jeszcze dodali? Macie jakieś ukryte skarby do odkrycia w tych miastach?

2

Pierwsze wrażenie po przyjeździe do Amsterdamu? Rowery wszędzie! Jeśli chcesz poczuć się jak lokalny, wynajmij rower. Swoją przygodę zacząłem w MacBike na Overtoom — ceny zaczynają się od 10 EUR (ok. 47 PLN) za dzień. Rowerem dotrzesz wszędzie, omijając koszmar parkingowy i tłumy turystów.

Co warto zobaczyć na dwóch kółkach? Polecam trasę przez Vondelpark — raj dla rowerzystów, otwarty całą dobę! Nie zapomnij o zaglądnięciu do Oude Kerk w Dzielnicy Czerwonych Latarni (wstęp 12 EUR, ok. 56 PLN). Dla miłośników zieleni idealne będą ogrody Keukenhof (polecam jednak odwiedzić je poza szczytem tulipanowym — wtedy bilety są tańsze).

Gdy zgłodniejesz, skieruj się do Foodhallen przy Bellamyplein 51. To tak jakby food trucki miały swój pałac! Lunch można zjeść już od 6 EUR (ok. 28 PLN), a wybór jest oszałamiający — każda kuchnia świata w jednym miejscu.

Nocleg? Budget hostel to dobry wybór — zajrzyj do ClinkNOORD Hostel na Badhuiskade 3 — łóżko w dormitorium od 20 EUR (ok. 94 PLN) i to z widokiem na kanały! Dotarcie tam miejskim promem jest darmowe.

Protip: Unikaj ruchliwych dróg jak Damrak, lepiej jechać mniejszymi uliczkami jak Spuistraat czy Haarlemmerdijk.

Zgarnąłem kilka siniaków, bo uważajcie na tramwaje! Jakie miejsca polecacie jeszcze zobaczyć rowerem? Podzielcie się swoimi doświadczeniami!

4

Wróciłem właśnie z przygody życia — pływania kajakiem po Zatoce Kotorskiej w Czarnogórze, i muszę się tym z Wami podzielić. Wyobraźcie sobie widok majestatycznych gór odbijających się w krystalicznie czystych wodach zatoki, gdzie czas płynie wolniej, a każdy zakręt odkrywa nowe, piękne perspektywy. Startowałem z gruzińskiego miasteczka Perast, pełnego uroku i historii, które leży na zachodnim brzegu zatoki.

Wynajem kajaka to koszt około 20 EUR za dzień (około 95 PLN), co jest całkiem przystępną ceną za możliwość swobodnego eksplorowania zatoki na własną rękę. Polecam wypożyczyć sprzęt w Kotor Kayak & Stand Up Paddle Tours przy ulicy Dobrota 220, 85330 Kotor — miejsce jest otwarte od 9:00 do 19:00 każdego dnia. Warto zabrać ze sobą wodoodporny plecak i krem z filtrem, bo słońce potrafi tu nieprzyjemnie zaskoczyć.

Co warto zobaczyć z poziomu wody? Na pewno mnóstwo niewielkich wysepek rozsianych po zatoce, jak Gospa od Škrpjela czy Sveti Đorđe. Obie są urokliwie starożytne i mają swoją tajemniczą aurę. Po południu proponuję zatrzymać się na kąpiel w ukrytej zatoczce lub małej plaży niedaleko Prčanja — miejsce jest niemal prywatne!

Jeśli zgłodniejecie po całym dniu wiosłowania, polecam knajpkę Konoba Catovica Mlini w miejscowości Morinj. Urokliwe miejsce serwujące wyśmienite dania lokalnej kuchni (spodziewajcie się rachunku około 20-30 EUR za posiłek). Ich ośmiornica na grillu to mistrzostwo świata! Dla tych, którzy chcą zawiesić oko na architekturze i historii zamiast jedzenia – coś dla Was 11 atrakcji, które warto zobaczyć w Dreźnie.

Szybka rada transportowa: do Kotoru łatwo dostać się autobusem z Podgoricy — bilety to tylko kilka euro (około 10-15 EUR) i podróż trwa około dwie godziny.

A teraz moje pytanie do Was: kto jeszcze miał okazję zwiedzać Zatokę Kotorską kajakiem? Jakie inne miejsca polecacie odwiedzić będąc już tam na miejscu? Może macie inne pomysły na równie niezapomniane przygody?


Cześć Tomek, fajnie, że o tym wspomniałeś! Byłem na Zatoce Kotorskiej dwa lata temu i do dziś nie mogę przestać myśleć o pływających tam delfinach. Zwracam jednak uwagę, że miejscówka Konoba Catovica Mlini, choć klimatyczna, miała wtedy problem z obsługą — długo czekałem na jedzenie. Jeśli kogoś interesują bardziej historyczne aspekty, polecam wizytę w Muzeum Morskim w Kotorze na ulicy Kotor 420; można tam poznać mnóstwo ciekawostek o życiu w tej części Adriatyku. A przy okazji — zawsze warto mieć zapas drobnych euro na parkingi i toalety. #czarnogóra

4

Podróżując po Europie, trafiłem do Prowansji, a konkretnie do Cavaillon, gdzie próbowałem znaleźć idealny moment na podziwianie lawendowych pól. Wydawało mi się, że jestem przygotowany, ale nie przewidziałem kaprysów natury i lokalnego klimatu. Szukając odpowiedzi, kiedy najlepiej podziwiać te fioletowe cuda, dowiedziałem się, że sezon zaczyna się w czerwcu i trwa do połowy sierpnia. Najbardziej intensywny zapach unosi się w powietrzu na początku lipca.

Pierwszego dnia trafiłem do słynnej Abbaye de Senanque niedaleko Gordes. Widok opactwa otoczonego lawendą to coś, czego nie zapomnę. Bilet wstępu kosztował 9€, czyli około 40 PLN. Co ciekawe, trudno tam o tłumy rano — od 9:00 można spokojnie robić zdjęcia bez przepychania się przez turystów.

Polecam też wybrać się do Sault — mniej turystyczne niż Valensole, ale równie czarujące. Jeśli jedziesz samochodem z Avignon, to droga D943 oferuje spektakularne widoki; warto zrobić przystanek przy każdej możliwej zatoczce na zdjęcia.

Transport to kluczowy element planu — jeśli podróżujesz z Polski samolotem, najłatwiej dotrzeć przez Marsylię lub Niceę i dalej wynająć auto (koszt wynajmu od 30€ za dzień). Z lotniska w Marsylii do Cavaillon kursują autobusy kilka razy dziennie za około 10€ (45 PLN).

Co zabrać? Koniecznie okulary przeciwsłoneczne i kapelusz — słońce potrafi być bezlitosne! Nie zapomnij aparatu z dobrą baterią; pamiętajcie o ładowarce z adapterem (gniazda typu E).

Na obiad polecam małą knajpkę Le Jardin du Quai w Isle-sur-la-Sorgue — zestaw lunchowy z pyszną sałatką nicoise i lampką lokalnego rosé kosztował mnie około 20€ (90 PLN), a klimat miejsca jest niepowtarzalny.

Pytanie dla was: jakie są wasze ulubione miejsca na lawendową przygodę w Prowansji? Może jest jeszcze jakaś mniej znana miejscówka godna uwagi?


A ja mam trochę inne doświadczenia z Prowansji! Jeśli szukacie mniej obleganego miejsca niż Abbaye de Senanque, polecam Senas. To małe miasteczko, między Cavaillon a Salon-de-Provence, gdzie można znaleźć kilka uroczych pól lawendy bez tłumów turystów. Co do jedzenia — Le Jardin du Quai brzmi fajnie, ale jeśli będziecie w okolicach Aix-en-Provence, koniecznie spróbujcie restauracji Le Formal przy 32 Rue Espariat. Ich menu degustacyjne za około 45€ jest warte każdej złotówki. A jako alternatywę dla wynajmu auta z Marsylii, warto rozważyć BlaBlaCar — taniej i czasem szybciej. I jeszcze jedno — nie zapomnijcie sprayu na komary! Latem te małe potworki potrafią być uporczywe. #ProwansjaBezFiltra

4

Przybyłem do Tajlandii na 3 tygodnie z planem zwiedzenia jak najwięcej za rozsądny budżet. Okazało się, że to możliwe, o ile dobrze zaplanujesz! Mój lot do Bangkoku kosztował mnie 2200 PLN w dwie strony. Po przylocie warto od razu wymienić gotówkę na lotnisku Suvarnabhumi – kursy są całkiem przyzwoite.

Zakwaterowanie w hostelu w centrum Bangkoku zaczyna się od 400 THB/noc (ok. 50 PLN). Jeżeli chcesz przeżyć coś wyjątkowego, polecam rejs łodzią przez kanały – to tylko 20 THB (2,50 PLN). Nie może zabraknąć wizyty w Wat Pho – bilet za zaledwie 200 THB (25 PLN), a świątynia otwarta jest codziennie od 8:00 do 17:00.

Jedzenie? Street food rządzi! Pad Thai na ulicy Khaosan kosztuje około 50 THB (6 PLN). Pamiętaj jednak unikać soków z lodem, jeśli masz wrażliwy żołądek.

Transport między miastami jest tani i wygodny. Z Bangkoku do Chiang Mai dotrzesz pociągiem sypialnym za ok. 800 THB (100 PLN) – nie zapomnij rezerwacji miejsca wcześniej!

Ktoś z was ma inne wskazówki co do #nocleghostelach albo jakie miejsca omijać szerokim łukiem?

#tajlandia #tajskastritfud


A próbowaliście może couchsurfingu w Bangkoku? Jest kilka super hostów, dzięki czemu można zaoszczędzić na noclegach i poznać lokalnych ludzi. #couchsurfing

4

Zastanawialiście się kiedyś, czemu Lublin nie jest na topie listy turystycznych hitów w Polsce? Właśnie wróciłem z tej perły Lubelszczyzny i szczerze mówiąc – to miasto powinno mieć swoje własne podium! Zacząłem od wizyty na Starym Mieście. Klima tam wciąga jak magnes. Jeśli szukacie taniego obiadu, polecam bar mleczny przy ul. Świętoduskiej 10 – za talerz pierogów zapłacicie tylko 18 zł! Dla miłośników kultury, muzeum „Pod Zegarem” (ul. Uniwersytecka 1) to punkt obowiązkowy. Bilet kosztuje jedyne 12 zł, a historia polsko-żydowska prezentowana tam na pewno was poruszy.

Nie można pominąć Zamku Lubelskiego – choćby po to, by poczuć się jak rycerz na warcie! Bilety do kaplicy św. Trójcy są po 10 zł, więc uszczupli to wasz portfel mniej niż kawa w Starbucksie.

Transport? Proste – linia autobusowa nr 13 z dworca PKP (bilet za 4 zł). Uwierzcie mi, oszczędzicie czas i nerwy na parkowaniu!

Na koniec dnia idealnym miejscem na chillout jest Plac Litewski – weźcie kocyk i rozkoszujcie się widokiem fontann za darmo. Co myślicie o takich skarbach nieodkrytych przez tłumy #lublinodkryty #polskaeurosprytna #lubelszczyzna? Macie swoje ulubione miejsca w tej okolicy? A może chcecie poznać inne ukryte perły naszego kraju? Zobacz też Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć dla inspiracji!


Fajnie, że wspomniałaś o Lublinie! Jeśli chodzi o noclegi, polecam hostel "Folk" przy ul. Dolnej 3 Maja – klimatyczne miejsce za przyzwoite pieniądze. A jeśli szukacie tanich i smacznych przekąsek, to kebab na Krakowskim Przedmieściu jest legendarny! Do tego warto wiedzieć, że w pierwszą niedzielę miesiąca wiele muzeów ma bezpłatny wstęp – można zaoszczędzić na biletach. Z kolei na wieczorny relaks polecam kawiarnię "Między Słowami" – kawiarniane latte z książką w ręku to dopiero relaks! #lublinskaWyprawa


Akceptuje politykę prywatności i ciasteczka na stronie które zostały opisane w pod adresem https://triptime.pl/polityka-prywatnosci