Ruszając do Peru, moje serce biło jak szalone na myśl o Machu Picchu. Pomyślałam, że skoro jestem w stanie zrobić zakupy w Ikei bez mapy, to i tutaj dam sobie radę bez agencji! Oto jak udało mi się to zorganizować samodzielnie.
Na początek trzeba złapać pociąg z Ollantaytambo do Aguas Calientes — miasta bramy do Machu Picchu. Nie ma co się czarować, bilety na pociąg nie są najtańsze, ale przecież żyje się raz! Warto je kupić wcześniej online — coś jak rezerwacja miejsca na ulubionej kanapie przed Netflixem (#pociagdomachupicchu).
Noclegi? Jeśli komary nie są twoimi najlepszymi przyjaciółmi, to polecam poszukać czegoś solidnego w Aguas Calientes. Zatrzymałam się w małym hostelu blisko rzeki Urubamby — szum wody sprawił, że śniło mi się jezioro Titicaca (#noclegiaquascalientes).
Jedzenie? Świeżo wyciskane soki i ceviche — tego nie można przegapić! Upewnijcie się tylko, że macie wystarczająco dużo soczków na drogę powrotną.
Wchodząc na Machu Picchu warto pamiętać o bilecie wcześniej zakupionym online, bo byłoby głupio wdrapać się tam bez niego. Poza tym pamiętajcie o kremie z filtrem i mżawce radości nad ruinami Inków!
Podsumowując: samotna wyprawa do Machu Picchu była jak zdanie egzaminu na prawo jazdy – trochę stresująca, ale satysfakcja gwarantowana!
Zastanawiam się teraz nad kolejnymi peruwiańskimi szlakami. Może ktoś z Was robił podobną przygodę? Jakie inne atrakcje byście polecili poza klasykami?
Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć
Bartek_90, dzięki za wskazówki! Tak się składa, że planuję wyprawę do Peru na przyszły rok i Twoje porady jak znalazł. Wiem, że piszą o Świętej Dolinie Inków, ale czy ktoś zwiedzał Rainbow Mountain? Podobno widoki jak z innej planety, choć słyszałem też, że wysokość daje w kość. No i jeszcze nie mogę się doczekać spróbowania prawdziwego chicha morada. Czy ktoś wie, gdzie najlepiej zamawiają taką peruwiańską ucztę w Cusco? #PeruAdventure
Jak tam do cholery dotrzeć do Machu Picchu bez agencji turystycznej? Takie pytanie zadałem sobie, siedząc w Limie nad pysznym pisco sour. Po pierwsze: Cusco. Lepiej przyzwyczaić się do wysokości i zjeść ceviche niż mdleć na szlaku. Z stamtąd łap busem do Ollantaytambo — tam numerem jeden jest podróż pociągiem Perurail (choć nie tania, trzeba przyznać), ale jeśli lubisz wyzwania - odważ się na trekking szlakiem Inca Jungle lub Salkantay. Pamiętaj o Aguas Calientes - to tylko przystanek noclegowy, ale śniadania serwują lepsze niż szwedzki stół! #peru #machupicchu #inkatrail #trekkingnaperu
Celujesz w budżetowy pobyt? Lokalne jadłodajnie oferują menu del día za grosze – nigdy nie wiesz, co dostaniesz, ale zawsze smakuje! Warto rezerwować bilety do Machu Picchu online z wyprzedzeniem — unikniesz tłoku i oszczędzisz sobie nerwów.
A teraz pytanie dla was: jakie jeszcze ukryte perły Peru polecacie zobaczyć po drodze? Podzielcie się swoimi sekretami! Może coś zbliżonego jak Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć?
Podczas mojego pobytu na Bali przeżyłem kilka przygód, które nauczyły mnie, gdzie nie wpadać w turystyczne pułapki. Zacznę od transportu — uwaga na tzw. taksówki "kopiuj-wklej"! Wsiadanie do pierwszej lepszej może skończyć się jazdą po mieście jak w Fast & Furious z rachunkiem wyższym niż szczyt lotu na Gili Islands. Lepiej używać aplikacji jak Grab, dzięki której nie tylko oszczędzisz rupie, ale i nerwy.
Co do jedzenia, Ubud jest pełne knajpek na instagramowe "wow", ale nie daj się zwieść pozorom lampek świetlnych i rustykalnych stołów. Lokalne warungi (czyli indonezyjskie bary) oferują autentyczne smaki za ułamek ceny. Przy Bondalem Beach znalazłem warung serwujący kopi luwak — słynna kawa zaparzona z ziaren przetrawionych przez cywetę... Mówią, że to delikates; ja tam wolę swojego czarnego espresso.
Jeśli chodzi o noclegi, omijaj turystyczne "oazy spokoju" jak Kuta czy Seminyak - ceny hoteli są tu kosmiczne, a spa? Cóż... bardziej przypomina ruchome piaski zamiast relaksu. Zamiast tego polecam Airbnb w Sanur — cisza przed burzą albo po prostu dobra kawa.
Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia na Bali? Jakie były wasze najlepsze odkrycia poza utartymi szlakami?
Byłem na Bali w zeszłym roku i w pełni się zgadzam z Twoimi uwagami o Kucie. Jednak z jedzeniem mam inne doświadczenia. Na północ od Ubud, w małej wiosce Penestanan, trafiłem na świetną knajpkę "Yellow Flower Cafe" — bez turystycznego sznytu, za to z pysznymi lokalnymi potrawami i mega widokiem na dżunglę. Co do noclegów — spróbuj kiedyś homestay w Munduk. Chociaż jest daleko od plaży, to świeże powietrze i wodospady rekompensują wszystko! #BalijskiSpokój
Czy kiedykolwiek widzieliście widok, który sprawił, że zaniemówiliście? Tak właśnie czułem się, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem zatokę Ha Long w Wietnamie. Te fantastyczne wapienne formacje wystające z wody niczym plener filmowy sprawiają, że człowiek ma ochotę stanąć i podziwiać bez końca. Ale to nie jedyna zatoka, która zrobiła na mnie takie wrażenie!
Podczas mojej podróży do Wietnamu znalazłem się również w Bai Tu Long Bay – mniej znanej siostrze Ha Long. To jakby odkrywać sekretną plażę; jest bardziej spokojna i zdecydowanie mniej turystyczna, co daje poczucie bycia odkrywcą! Łódki tam to małe arcydzieła sztuki na wodzie – każda inna, kolorowa i pełna lokalnego uroku.
Z kolei Lan Ha Bay ukrywa prawdziwą perłę: wyspę Cát Bà. To miejsce to raj dla miłośników kajakarstwa – wiosłowanie po krystalicznie czystej wodzie pomiędzy wapiennymi wyspami zapiera dech w piersiach! Zresztą sam GPS byłby zagubiony z zachwytu. Może jeśli planujecie podróż tam, warto rozważyć wynajem skutera na wyspie Cát Bà; niezła frajda przy objeżdżaniu zakamarków tego raju.
A teraz pytanie do was: jaka zatoka lub wyspa była dla was absolutnym hitem podczas wizyty w Wietnamie? Może macie swoje ukryte skarby? Chętnie posłucham o innych miejscach, które warto odwiedzić w tym wyjątkowym kraju!
#Wietnam #ZatokaHaLong #BaiTuLongBay #LanHaBay
Hej Asia! Jeśli chodzi o Wietnam, to dla mnie totalnym hitem była wyspa Phú Quốc. Komuś, kto szuka cichego zakątka, polecam plażę Sao Beach – mniej ludzi i można się tam naprawdę zrelaksować. A co do jedzenia: spróbuj banh mi w małej knajpce Bánh Mì Huỳnh Hoa w Ho Chi Minh – kolejki długie, ale te kanapki to mistrzostwo świata! Jeszcze jedno: koniecznie zaopatrz się w repelent na komary, bo choć widoki są piękne, te małe potwory potrafią dać się we znaki. #PhuQuoc
Ostatni weekend postanowiłem spędzić nieco inaczej i wybrałem się w stronę Trójmiasta. Czujecie ten dreszczyk, gdy pakujecie plecak na spontaniczną wyprawę? No więc, padło na Gdańsk, Sopot i Gdynię w jednym podejściu. Zaczęło się od przyjazdu do Gdańska — piękne stare miasto z jego Rezydencją Mikołaja Kopernika i tymi wszystkimi kamienicami, które wyglądają jak z pocztówki. Ale co najbardziej mnie urzekło to Żuraw nad Motławą! Kto by pomyślał, że taki stary dźwig może być tak fascynujący?
A skoro już jesteśmy przy starych rzeczach, zapuściłem się do Europejskiego Centrum Solidarności. Powiem Wam — kawał historii w jednym miejscu! Ale żeby nie było aż tak poważnie, zaraz wskoczyłem do kolejki SKM-ka i pojechałem prosto do Sopotu. Wiecie co jest najlepsze w Sopocie? Tak, tak — molo oczywiście! Wbija człowiek stopę na deski i czuje ten wiatr we włosach oraz zapach smażonej ryby gdzieś w oddali.
Nocne życie również daje radę. Krótki spacer po Monciaku (ul. Bohaterów Monte Cassino) to jak podróż przez labirynt barów i knajp, gdzie każda oferuje coś innego — od browaru rzemieślniczego po drinka z palemką.
Dzień trzeci: Gdynia! Poszedłem zobaczyć Klif Orłowski — idealne miejsce na chillout z widokiem morza. Trochę trzeba powspinać się po pagórkach, ale uwierzcie mi — warto dla tych widoków!
Trójmiasto ma w sobie coś niesamowitego. Każde z tych miejsc ma swoją własną duszę i klimat. Mam tylko jedno pytanie: czy ktoś wie, gdzie jeszcze można znaleźć takie świetne punkty widokowe w okolicach Trójmiasta? Może macie swoje sekrety?
#polska #trojmiasto #zurawnadmotlawa #moloisopockie
Hej Ola, dzięki za inspiracje! Wybieram się do Trójmiasta w przyszły miesiąc i już nie mogę się doczekać wizyty na Klifie Orłowskim. Słyszałem też, że jeśli masz ochotę na mniej znany punkt widokowy, warto spróbować dostać się na wieżę widokową Jaśkowa Dolina w Gdańsku – trochę spaceru, ale podobno krajobraz wynagradza. A ceny lokalnych specjałów? Trochę mnie przerażają, bo smażona ryba potrafi kosztować małą fortunę! Jak masz jeszcze jakieś skarby w zanadrzu, daj znać! #TrójmiastoExpedition
Kiedy po raz pierwszy usiadłem w kajaku na Mazurach, poczułem się jak odkrywca w krainie 1000 jezior! Najlepsza trasa? Bez dwóch zdań, Rzeka Krutynia — 102 km czystej przygody. Startuję zazwyczaj z Sorkwit, gdzie można zjeść najlepszą rybę z patelni w całym województwie (#rybkaSorkwity), a kończę w Rucianem-Nidzie, podziwiając przez cały czas malownicze krajobrazy Puszczy Piskiej.
Kajakowanie tam to emocje i spokój jednocześnie; mijasz bobry budujące swoje tamy i łabędzie pilnujące młodych. Protip: pomiędzy Ukta a Nowy Most znajdziecie miejsce idealne na biwak — #biwaknadKrutynia. Nie zapomnijcie o odcinkach z wyzwaniami, jak nieco rwący strumień za miejscowością Krutyń, gdzie łatwo można poczuć dopływ adrenaliny.
Transport? Autem najlepiej do Sorkwit. Tam zostawiasz auto i wypożyczasz kajak (rezerwacja online to must-have). A co jeśli masz jeszcze pomysły na inne wodne szlaki?
Które jeziora mazurskie są według Was najlepsze na nocny relaks pod gwiazdami?
Bieszczady i okolice - co warto zobaczyć
Czy na trasie Krutyni zaobserwowałeś jakieś konkretne miejsca, gdzie można bez problemu zakupić świeże ryby prosto z jeziora? Pytam, bo słyszałem różne opinie o cenach w okolicy! #rybymarzenie
Każdy, kto mówi, że trzy tygodnie w Tajlandii to dużo czasu, chyba jeszcze nigdy nie próbował tajskiego street foodu na Bangkok'skiej Khao San Road! Zacznijmy od budżetu: na trzy tygodnie przy umiarkowanym trybie życia wydałem około 45,000 bahtów (około 5,600 PLN). Przykładowo, nocleg w przyzwoitym hostelu w Bangkoku to koszt ok. 500 bahtów za noc (62 PLN). Jeśli chodzi o jedzenie: pad thai z ulicznego stoiska kosztuje jedynie 50 bahtów (6 PLN) — #padthaiulicy to zdecydowanie must-try!
Transport? Sprawdzony sposób to pociągi nocne i autobusy. Nocny pociąg z Bangkoku do Chiang Mai to ok. 900 bahtów (112 PLN), a oszczędza się na noclegu (#nocnypociagtajlandia). Nie zapomnij zabrać lekkiej odzieży i kremu przeciwsłonecznego — słońce bywa zdradliwe! Warto odwiedzić też targ Damnoen Saduak - skomunikowany tanimi busami z Bangkoku za jakieś 200 bahtów w obie strony.
Na koniec proste pytanie do was: kto daje radę relaksować się nad Andamana Sea? Macie swoje ulubione miejsca w okolicach Phuket? Dajcie znać w komentarzach!
Czy ktoś kiedykolwiek mówił wam, że w Japonii toalety mają więcej przycisków niż kokpit statku kosmicznego? Serio! Pierwszy raz jak siadłem na takim high-tech tronie, czułem się jak pierwotniak odkrywający ogień. Niby człowiek słyszał o tych cudach techniki, ale nie spodziewałem się czegoś tak... skomplikowanego! #japonia
Pamiętam, jak stałem zdezorientowany przed tą tablicą niczym przed egzaminem maturalnym: 'To to myje?'. No więc chciałem zobaczyć co się stanie, nacisnąłem guzik i NATYCHMIAST poczułem strumień ciepłej wody. Mówię wam - to doświadczenie było bardziej intymne niż większość moich relacji z ludźmi!
A jeśli to Wam nie wysadziło mózgu, to co powiecie na restauracje tematyczne? Zaserwowano mi obiad przez obsługę przebraną za ninja. I niby co w tym dziwnego? Ale zjeść ramen #ramenwtokio od kogoś kto 'atakował' mnie shurikenem na przystawkę - no sztos!
Co jeszcze wprawiło mnie w osłupienie? Automaty sprzedające wszystko - i nie mam na myśli chipsów i coli. Czekoladki? Pewnie! Para skarpetek? Proszę bardzo! Parasol na deszczowy dzień? Żaden problem!
Zastanawiam się jakie są wasze japońskie rozkminy? Co was najbardziej zaskoczyło podczas wizyty w Kraju Kwitnącej Wiśni?
Ha, Marcin! Pamiętam, jak byłem w Tokio w październiku i trafiłem na festiwal ramenów. To było przy Stadionie Narodowym, a miska kosztowała jakieś 1000 jenów. Ale co mnie totalnie rozwaliło, to te japońskie kapsułowe hotele! Spanie w takiej kapsule prosto z filmu science fiction — no mówię ci, człowiek czuje się jak sardynka w puszce! #tokio
Czy ktoś z Was odczuwa nierozsądny pociąg do zamków, czy to tylko ja? Ostatnio postanowiłem zrobić objazdówkę po Polsce i odwiedzić kilka z nich. Zapraszam na moje top 5 polskich zamków, które warto zobaczyć, jeśli lubicie tajemnicze korytarze i trochę historii w powietrzu! Po pierwsze, Zamek Czocha — legenda głosi, że skrywał wiele tajemnic i skarbów. Już samo dojście do niego przez most na jeziorze Leśniańskim robi wrażenie! Druga pozycja to Zamek Ogrodzieniec — ruiny na wzgórzu, które zachwycą każdego fotografa amatorkiego. Słynnym jest też Zamek Królewski na Wawelu w Krakowie. Nie trzeba go przedstawiać, legendy o Smoku Wawelskim są bardziej realne niż niektóre wiadomości w telewizji! Zamkiem Topacz pod Wrocławiem również warto się zainteresować — można tam czasem natknąć się na ciekawe wystawy motoryzacyjne. Na koniec, majestatyczny Zamek w Malborku. Gotyk pełną gębą! Sprawdźcie sami jak to jest zgubić się tam podczas zwiedzania! Jakie jeszcze zamki powinienem dopisać do swojej listy? #polska #zamekwmalborku #smokwawelski #zamekogrodzieniec
Ola, zdecydowanie nie jesteś sama! Też mam słabość do zamków i chętnie dorzucę coś od siebie. Zamek w Mosznej to prawdziwa perełka, choć jego bajkowa architektura bardziej przypomina Disneyland niż średniowieczną twierdzę. Kilkaset pomieszczeń i piękny park do spacerów — warto uwzględnić go na trasie. No i Zamek Książ koło Wałbrzycha z historycznymi podziemiami, gdzie podobno Niemcy ukryli złoty pociąg. Tylko bilet wstępu nieco uszczupli budżet, bo to ok. 40 zł za sam zamek. Ale jeśli już mówimy o klimacie, polecam też odwiedzić Zamek Krzyżacki w Gniewie — zwiedzanie z przewodnikiem kosztuje około 30 zł i daje niezłe pojęcie o życiu rycerzy. Jak coś znajdziesz jeszcze ciekawego, to daj znać! #zamkiwxwybór
Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam Bałkany. Niesamowite widoki, doskonałe jedzenie i ten specyficzny klimat. Wsiedliśmy z ekipą do busa w Warszawie i ruszyliśmy na dwutygodniową przejażdżkę po Bałkanach. Najlepsza decyzja! Zacznijmy od Sarajewa — nocleg w przyjaznym hostelu Franz Ferdinand przy ulicy Jelica 4 kosztował nas 20 BAM (ok. 50 PLN) za noc ze śniadaniem! Żarcie? Koniecznie spróbujcie cevapi u Ćevabdžinicy Željo, tanio i sycąco — ok. 10 BAM (25 PLN) za porcję z frytkami i napojem.
Kolejnym przystankiem był Mostar. Parkowanie przy moście było wyzwaniem, ale udało się zaparkować auto na ulicy Kralja Zvonimira za darmo — kto szuka, ten znajdzie! Spacer po Starym Moście to mus — polecam odwiedzić go po zmroku, kiedy jest pięknie oświetlony.
Następnie Split — tutaj trochę pod górkę z cenami, ale piwko na plaży Bačvice to konieczność. Za parking płaciliśmy już około 7 HRK (4 PLN) za godzinę przy ulicy Šetalište Petra Preradovića.
Na deser coś epickiego — Kotor w Czarnogórze. Wstęp na twierdzę kosztuje 8 EUR (37 PLN), ale widoki wynagradzają każdy wydatek!
Rada dla podróżników: nie zapomnijcie eksperymentować z lokalnym jedzeniem oraz zabrać power banki i butlę gazową do gotowania na campingach! Co ciekawe, ceny paliwa były wszędzie porównywalne, więc nie ma co denerwować się różnicami.
A teraz pytanie do was: jakie miejsca uważacie za totalny must-see podczas podróży busem po Bałkanach? Macie swoje ulubione miejscówki?
Dzięki za wskazówki, Marta! Planuję wypad na Bałkany w przyszłym miesiącu, a w moim notesie już ląduje twierdza Kalemegdan w Belgradzie — słyszałem, że widok na Dunaj jest stamtąd niesamowity. Ktoś może potwierdzić? #Bałkany2023